Gabriel siedział czytając długą listę nowo stworzonych aniołów. Z tego co słyszał to są ostatni stworzeni aniołowie na jakiś długi okres czasu. Miał nadzieję że to tylko przejściowe. Fakt że z nowymi aniołami jest dużo pracy zanim zaczną sami funkcjonować. Jednak każdy dobrze wyszkolony Anioł to kolejny powód do dumy. Anioły są potrzebne światu w jak największych ilościach.
- Witaj Gabrielu. Ilu mamy nowych?-
- Witaj bracie. 1500 nowych uczniów. Niewiele jak na możliwości naszego Pana-
- Racja. Kiedyś przybywało ich znacznie więcej. Skoro taka jest wola Boża to musi być ona słuszna-
- Dokładnie tak jak mówisz Michale. Przynajmniej my będziemy mieli mniej roboty i więcej wolnego czasu.-
- Tak. Więcej czasu na gorliwą modlitwę i wychwalanie mądrości i sprawiedliwości Pana-
- No... na przykład-
- Nie powiedziałeś tego z entuzjazmem i przekonaniem bracie. Więc co byś robił w "wolnym" czasie?-
Gabriel nie odpowiedział na to pytanie. W jego głowie zabrzmiała cicha przerażona prośba o pomoc "Gabrielu, bracie. Pomóż nam... Piekielne Ogary i demon... Pośpiesz się proszę"
Archanioł natychmiast wstał, odrzucił listę na bok i chwycił nerwowo Michała za ramię.
- Gabrielu co się dzieje?!-
-Nie mam czasu tłumaczyć! Musimy się pośpieszyć!-
Oboje zniknęli.
* * *
- Pomódlcie się aniołki. Może Bóg ześle anielskie zastępy, by ratować swojego Upadłego Anioła i jego małoletniego chłopaka- śmiał się Crowley. Piekielne ogary były już na tyle blisko aby rzucić im się do gardeł. Nagle zaczęły się cofać, jakby trzymane na niewidzialnych smyczach. Skamlały i warczały.
- Co jest kurwa? Atakować ich!-
Chwilę później polana rozjaśniła się silnym jasnym światłem.
- Michał- szepnął Castiel wpatrując się w światłość
Gabriel złapał Lucyfera i Castiela za ramiona i przeteleportował na bezpieczną odległość, z dala od Crowleya i jego ogarów. Na szczęście nie doszło do walki. Demon nie miał szans z dwoma potężnymi Archaniołami . Piekielne potwory zniknęły wraz ze swoim panem w obłokach dymu pozostawiając po sobie ostry zapach siarki. Lucyfer usłyszał stłumiony głos demona "Jeszcze się zobaczymy".
- Castielu- Gabriel przytulił młodego anioła - Jak dobrze że nic Ci się nie stało-
- Przepraszam bracie - Castiel dał upust swoim emocjom przez łzy - To się działo tak szybko. Nie wiedziałem co mam robić i...-
- TY!!- krzyknął Michał wskazując mieczem Lucyfera - To wszystko Twoja wina!-
- Jak zwykle... - burknął pod nosem Upadły Anioł i opuścił miecz
- Jesteś zły! I przyciągasz do siebie jeszcze więcej zła! Po raz kolejny widzę Cię z Crowley'em!-
-Widocznie mnie lubi. -
-Nie drwij ze mnie!-
-Bo co braciszku? -
Michał podszedł do Lucyfera że stali twarzą w twarz. Gabriel z przytulonym do siebie Castielem stali kilka kroków od nich.
-Czego on od Ciebie znowu chciał?!-
-Nudzi mu się i przychodzi mnie straszyć-
-Przestań błaźnić! Czego on od Ciebie chce?!-
-A czego może chcieć Władca Piekła od zwykłego Upadłego Anioła?!-
Zapadła chwilowa cisza.
- On chce mnie. Żywego lub martwego. -
- Z tego co widziałem skłania się do tej drugiej opcji-
- Wiem takie rzeczy o których Ci się nie śniło nawet w najgorszych snach-
- To może się tym z nami podzielisz?-
-Mają sposoby, aby ożywić ciało anioła z całą jego mocą. Później skłaniają takiego anioła na przyjęcie demona. Jak nie zgodzi się dobrowolnie zmuszają go torturami. Łączą moce aniołów z mocami demonów. Crowley mi trochę o tym opowiadał, abym się bardziej go bał. Chce pierwsze testy przeprowadzić na mnie.-
- Nic by Ci nie groziło gdybyś wyzbył się zła w sobie i błagał naszego Pana gorliwą modlitwą o przebaczenie.-
- I co kurwa jeszcze?! Powtarzam Ci kolejny raz: NIE JESTEM ZŁY!! To On powinien przepraszać mnie i Was wszystkich że zrobił z nas niewolników. Sługusów skaczących przy Nim i Jego ludziach jak tresowane pudle!-
-Pudle?- zapytał szeptem Castiel Gabriela
-Później Ci wytłumaczę-
-Właśnie że jesteś zły! Tak jak reszta zła na tym świecie nie uznajesz wyższości Boga!-
-No i co z tego?!-
-Wyzbądź się zła bracie! Bóg jest miłosierny i odpuszcza grzechy. Tobie na pewno by wybaczył. Tylko musisz chcieć!-
-Myślisz że nie chciałem?! Że nie chcę?! Ale on mnie zostawił! Nie słucha już moich próśb i modlitw! Zostawił mnie i Wy też chcecie mnie zostawić!-
-Widocznie na to zasłużyłeś swoim nieposłuszeństwem i złem w sercu!-
-On nie jest zły!- powiedział głośno Castiel, odsuwając się od Gabriela
-Bracie nie wtrącaj się między nich. Zostań ze mną-
-Z Tobą Castielu porozmawiam w Niebie. Zostań z Gabrielem-
Castiel mimo tego podszedł skruszony do Michała.
-Michale wysłuchaj mnie. Lucyfer nie jest zły. Bronił mnie przed tym demonem samym sobą. Był gotów walczyć z nimi wszystkimi żeby tylko mi się nic nie stało. Może ma inne podejście do wiary niż my i mieszka na ziemi, ale to nadal Anioł, a anioły nie mogą być złe-
Archanioł udawał że nie słyszy młodego Anioła i wpatrywał się w oczy Lucyfera.
-Znam go o wiele dłużej niż Ty Castielu. Nie będziesz mnie pouczał-
-Ja na pewno nie znam go tak długo jak Ty, ale znam go na tyle aby mu zaufać i przynajmniej starać się go zrozumieć. Może Ty Michale też powinieneś postarać się go zrozumieć?-
-Castielu przestań. To na nic. On jest zbyt uparty. Nie zrozumie nawet tego co mówisz. Wszystko musi być takie jak ON chce- stwierdził spokojnie Lucyfer. Castiel odwrócił się twarzą do Lucyfera.
- Ale Lucyferze taka jest prawda. Ja to czuję - spojrzał mu głęboko w oczy - Nie uwierzę w to że jesteś zły. Nie jesteś zły... tylko trochę nerwowy-
-ON CAŁY CZAS TAK MÓWI!- krzyknął Michał. Złapał Castiela za przedramię i przyciągnął do siebie patrząc mu w oczy. Lucyfer ruszył się nerwowo i uniósł miecz z ziemi.
-Omamił Cię już swoją udawaną dobrocią. Masz zakaz opuszczania nieba i spotykania się z NIM! Teraz będziesz pod MOIM nadzorem-
-Zostaw go do cholery! Wcale go nie omamiłem! On jest na tyle inteligentny że nie mierzy wszystkich jedną miarą!-
-Gabrielu zabierz go!- pchnął Castiela w objęcia brata - Pilnuj go zanim nie wrócę. Z Tobą też będę musiał poważnie porozmawiać-
Gabriel opuścił głowę i objął młodego Anioła.
-Wiem bracie. Wracamy Castielu-
-Ale...-
-Shhhh żadnych ale. Wracamy-
Młody Anioł spojrzał przez ramię na Lucyfera. Martwił się o niego. Po Lucyferze też było widać że jest zmartwiony. Nie chciał, aby tak to wszystko się potoczyło. Kiwnął do Castiela delikatnie głową aby pokazać że wszystko jest ok, że może bez obaw wrócić do Nieba. Spokojny uśmiech i smutne oczy to ostatnie co widział Castiel zanim teleportował się z bratem.
Lucyfer spojrzał z powrotem na brata. Źle mu z oczu patrzyło.
-A my musimy sobie jeszcze coś wyjaśnić. Sam na sam.- rzekł ponuro Michał
Już się nie mogę doczekać tego, co będzie dalej :) Opowiadanie jest świetne, chociaż drażni mnie ta kobiecość Castiela :P. A poza tym to świetny pomysł! Pisz dalej ;).
OdpowiedzUsuń