niedziela, 28 kwietnia 2013

Część 5. Spotkanie

Lucyfer błąkał się po mieście.
"Pieprzony mały aniołek! Dlaczego na mnie tak działa? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć?" Upadły Anioł tylko o tym myślał. Wiedział że musi być skupiony i nasłuchiwać otoczenia. Zło czai się wszędzie, a tym bardziej nocami. Usiadł na ławce, przy latarni, oparł łokcie o kolana i ukrył twarz a dłoniach. Usłyszał w swojej głowie niepewny szept "Lucyferze... Mam nadzieję że mnie słyszysz... Przyszedłem się z Tobą spotkać". Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Natychmiast zniknął.

* * *

Castiel siedział na łące, tam gdzie spotkał się z Lucyferem na lekcji. Był trochę przerażony panującą wokoło ciemnością, ale również podekscytowany pierwszym samotnym pobytem na ziemi i kolejnym spotkaniem z Upadłym Aniołem.Czy Lucyfer przyjdzie na wezwanie jego imienia?
- Spróbuję jeszcze raz. Lucyferze...-
- Słucham?-  usłyszał za sobą głęboki męski głos. Zląkł się, ale od razu poznał groźny ton wypowiedzi. Jego serce zabiło szybciej, gdy się odwrócił. Oczy Lucyfera były o wiele bardziej niebieskie w minimalnym nocnym świetle gwiazd. Uśmiech jednak był taki sam. Delikatny i smutny. Upadły anioł podszedł bliżej niego. Jego uśmiech nie był wcale taki smutny jak mu się wydawało. Wręcz przeciwnie. Był ciepły i szczęśliwy. O wiele bardziej pasował. Lucyfer stał nad Castielem i patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę, w milczeniu, z uśmiechami na twarzach.
- Witaj Lucyferze. Cieszę się że znów mogę Cię widzieć.- szepnął nieśmiało młody Anioł
- Witaj Castielu. Długo każesz na siebie czekać-
- Nie mogłem zejść na ziemię bez pozwolenia-
- Wiem mały. Mogę się przysiąść?-
- Oczywiście-
Upadły Anioł usiadł na przeciwko niego. Wpatrywali się sobie w oczy. Żaden z nich nie wiedział od czego zacząć. W pewnej chwili Lucyfer wziął głęboki wdech i zapytał
- Więc po co tu wróciłeś o tej porze Castielu?-
Castiel wzruszył ramionami.
- Nie jestem do końca pewien. Czułem że muszę się z Tobą spotkać. Bardzo dużo myślałem o tym co mówiłeś-
- Tak? Czyli o czym?-
- Myślałem o tym... co mówiłeś o ludziach... i złu...-
- Nie mówisz mi całej prawdy Castielu. Nie ładnie jest kłamać - Lucyfer pogroził mu palcem - Mnie nie oszukasz. Mam dar wyczuwania kłamstwa. Musisz być szczery-
Castiel się zmieszał. Było mu bardzo przykro.
- Wybacz Lucyferze. Nie chciałem. Po prostu... nie wiem jak mam to rozumieć.-
- Co rozumieć? Masz jakieś problemy?-
- Tak naprawdę myślałem o Tobie. Tylko o Tobie. Powiedziałeś że mam w sobie to coś, co się Tobie we mnie podoba. Chciałbym się dowiedzieć o tym więcej.-
Upadły Anioł uśmiechnął się szeroko. Chwycił swoimi dłońmi dłonie Castiela. Nie odzywał się jednak ani słowem.
- Wiesz już czym jest to coś co we mnie lubisz?- zapytał Castiel
- Niestety nie wiem, ale również dużo o Tobie myślałem. Za dużo. To niebezpieczne.-
- Myślenie o mnie jest niebezpieczne?-
- Nie, źle to określiłem. To jest niebezpieczne dla mnie i mojego bezpieczeństwa. Nie mogę przestać o Tobie mały myśleć. Cały dniami zastanawiałem się gdzie teraz jesteś, co robisz... i dlaczego tak dziwnie... tak gwałtownie reaguje moje całe ciało... i rozszarpana dusza.-
Młody Anioł wpatrywał się w Lucyfera jak w obrazek święty.
- Ja mały muszę być ostrożny, czujny. Muszę nasłuchiwać i być w każdej chwili gotowy do uniku lub ataku. Zło nigdy nie śpi. Nie mogę się zamyślać.-
Castiel opuścił wzrok gdy Lucyfer przestał mówić.
- Rozumiem. To faktycznie może być niebezpieczne.-
Upadły Anioł ujął jedną ręką twarz młodego Anioła i uniósł ją tak by znów mógł patrzeć w jego błękitne oczy.
- Chyba wiem czym jest to wyjątkowe coś w Tobie.-
- Naprawdę?-
- To cały Ty mały. Wszystko jest w Tobie wyjątkowe. Poczułem to gdy tylko na Ciebie spojrzałem. Tylko nadal nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak bardzo mi się podobasz-
- Ja...- Castiel nie był pewien co ma powiedzieć. Szczera wypowiedź Lucyfera sprawiła że ciepło spłynęło na jego policzki.
- Ja również...- niestety nie było mu dane dokończyć zdania. Upadły Anioł położył mu palec na ustach. Wydawał się bardzo zdenerwowany. Rozglądał się dookoła i nasłuchiwał.
- Nie możesz tu dłużej zostać Castielu. Uciekaj- warknął Lucyfer. Wstał z ziemi i pociągnął za sobą młodego Anioła. Nie wiedząc co się dzieje Castiel spoglądał na niego pytająco
- Ale dlaczego? Dopiero zaczęliśmy rozmowę. Ja muszę...-
- Musisz uciekać. Na tym kończymy naszą rozmowę.-
Upadły Anioł był bardzo poważny i zrobił się nerwowy. W jego prawej dłoni pojawił się potężny złoto-srebrny miecz.
- Lucyferze co się dzieje?-
- Zamknij się! - warknął na niego - Wyczuwam zagrożenie. Wielkie zagrożenie. Dla własnego dobra spieprzaj stąd mały!-
Castiel stał przerażony. Wpatrywał się ze zmartwieniem w Lucyfera.
- Nie mogę Cię zostawić-
Upadłego Anioła puściły nerwy. Złapał go  jedną ręką za koszulkę i znacznie potrząsnął.
- Czy Ty uważasz że to jakaś telenowela?! Jak mówię Ci że masz spierdalać to się nie martwisz, nie zastanawiasz i nie gadasz wzruszających tekstów tylko SPIERDALASZ!!-
- Ale...-
- Nie ma żadnych "ale"! Wracaj do nieba, bo narażasz i siebie i mnie!!-
Słowa ugrzęzły im w gardłach gdy usłyszeli niedaleko nich szczekanie, wycie i warczenie.
- Już nasz wyczuły. Castielu, dla naszego dobra, znikaj stąd zanim nie jest za późno-
Castiel nie słyszał już co mówi do niego Lucyfer. Stał jak wryty z szeroko otwartymi oczyma. Patrzył się przez jego ramię. Lucyfer powoli się obejrzał.
- Witaj Lucyferze. Znowu się widzimy. Widzę że dziś nie jesteś sam- nieznajomy spojrzał na Castiela stojącego przy Lucyferze - Bardzo dobrze. Będzie więcej zabawy.-
Upadły Anioł zasłonił sobą przerażonego Castiela.
- Zostaw go. To jeszcze dzieciak. Przyszedłeś po mnie.-
- Cóż za odwaga. Bohater. To ktoś z Twojej byłej rodziny? Jeszcze chcą Cię znać?-
- A Ty otaczasz się psami, bo...-
- Bo co?- przerwał mu nieznajomy. Psy podeszły bliżej nich warcząc i tocząc wściekle pianę z pysków. Castiel chciał coś zrobić, lecz nie był w stanie. Kilkanaście par oczu, wpatrzone w niego, czekają tylko na jeden jego fałszywy ruch.
- Nic-
- No walnij jakąś ciętą ripostą. Z chęcią usłyszę jakiś dobry żart-
- Chyba jedyne co Cię rozbawi to jak te Twoje pupilki rozrywają nas na strzępy-
- Tak! To na pewno będzie zabawne- nieznajomy  podniósł rękę chcąc dać psom sygnał do ataku
- Nie Crowley! oszczędź tego małego. On nic Ci nie zaszkodził. Nie zasłużył na śmierć.-
Castiel już słyszał to imię. Crowley... demon! Młody Anioł zrobił jeden powolny krok w stronę Lucyfera. Chciał być jak najbliżej niego. Spotkał się nawet z odpowiedzią z jego strony. Lucyfer powoli wyciągnął wolną rękę za siebie, objął Castiela w pasie i przyciągnął jak najbliżej swoich pleców. Nie puścił go. Trzymał go mocno jakby chciał mu przez to pokazać że go nie zostawi. Castiel położył dłonie na jego barkach i oparł się o niego czołem.W głowie miał mętlik. Chciał przepraszać Lucyfera za nieposłuszeństwo, że naraził ich na niebezpieczeństwo. Strach był niestety silniejszy. Crowley przyglądał się tej scenie z rozbawieniem.
- Lucyferze czyżbyś czuł miętę do tego młodego anioła?-
- To mój brat i nie pozwolę Ci go skrzywdzić-
- Mi?! Ja do tego ręki nie przyłożę! Ale  moje ogary za chwilę stracą cierpliwość i mogę stracić nad nimi kontrolę- powiedział sarkastycznie Crowley. Psy zaczęły powoli podchodzić do Aniołów. Lucyfer zacisnął obie ręce na rękojeści miecza. Castiel szeptał słowa modlitwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz