- Castiel, cholera jasna, to nie zabawka, czy bukiet kwiatów! Miecz musisz trzymać mocno, bo Ci z rąk wypadnie!-
Lucyfer co chwile krzyczał, choć starał się być opanowany.
Po poważnej, w miarę spokojnej rozmowie Castiel pozwolił się nauczać, gdy Lucyfer zapewnił go że: "Nie jem surowego mięsa, nie zabijam dziewic na ołtarzach, nie podpalam kościołów... Jestem takim samym aniołem jak Ty i Gabriel tylko z tą różnicą że nie doznaję Łaski Bożej i nie mogę wrócić do nieba. Fakt, jestem może trochę nerwowy, ale to nie powód, aby się mnie tak panicznie bać. Strach zostawiam dla wrogów." Jednak cały czas obserwował go, nie w celu wiedzy, a ze zwykłej ostrożności.
- Zobacz jak ja to robię. Widzisz? Mocno i pewnie. Przede wszystkim pewnie. To nie bukiet kwiatów że mogą trząść Ci się ręce. To śmiercionośna broń! Musisz być całkowicie pewien tego co z nią robisz!-
Castiel opuścił wzrok i głowę. Usiadł powoli na ziemi. Miecz wbił w ziemię.
- Co teraz? O co chodzi??- Lucyfer podszedł do młodego anioła.
- Chodzi o to co powiedziałeś. Ja... nie jestem pewien... ja nie chcę zabijać. Nawet nie chcę tego TYLKO umieć-
Upadły anioł uśmiechnął się nieznacznie. Przykucnął przy nim, złapał Castiela delikatnie za podbródek i zwrócił jego twarz tak, aby patrzyli cobie w oczy. Jego dotyk, silny i stanowczy, sprawił Castielowi dużą przyjemność i nie pozwolił stawiać oporu. Lucyfer miał oczy koloru błękitno - zielonego. Były one zimne, zamglone i... smutne.
- Jesteś taki sam jak Gabriel. On też się na początku bał. Powiem Ci to, co kiedyś mówiłem jemu. Ludzie otrzymali od Boga dar wolnej woli, tak samo jak anioły. My jesteśmy bardzo odporni na zło, a ludzie już nie. Oni rodzą się w pewien sposób grzeszni. Jeśli chcesz przebywać z nimi, być Stróżem któregoś z nich, musisz być silny i wytrzymały. Nie tylko psychicznie, również fizycznie.Walczyć MUSISZ potrafić jeśli chcesz być samowystarczalnym aniołem. Bez różnicy jakiego zadania się podejmiesz. Aniołowie Stróżowie, Dostarczyciele, Uzdrowiciele. Wszyscy potrafią walczyć, tylko nie zawsze muszą. Sztuka walki to, wbrew tego co Ci się wydaje, nie wymysł zła, a dar od Boga. Może nigdy nie będziesz musiał pierwszy zaatakować, ale przynajmniej staraj się nauczyć jak się bronić. Zgadzasz się?-
- Czy to co mówisz... o ludziach... czy to ma znaczyć że są niebezpieczni?-
Lucyfer wziął głęboki wdech i przechylił głowę na bok.
- A wiesz dlaczego jestem tutaj, a nie tam w niebie?-
- Bo jesteś buntownikiem. Tak mówił Michał.-
- Michał widocznie Ci nie powiedział całej prawdy. Jestem tu przez to że Bóg stawia tych beznadziejnych ludzi na równi z nami aniołami. Może i są stworzeni na obraz Boga, ale to my z Nim przebywamy, wychwalamy cały czas Jego imię, karmimy się wyłącznie Jego Łaską, robimy wszystko jak On powie, a dodatkowo jeszcze zajmujemy się tymi ludźmi. Więc powiedz mi w czym oni mogą być lepsi on nas? Dlaczego nasz Pan poświęca im tyle czasu?-
-Bo taka jest Jego wola...-
- Oj daj spokój! - warknął Upadły Anioł. Puścił Castiela i odszedł nerwowo - Ciągle to samo! Wola Pana... Słowo Boskie... Mam tego dość! A gdzie jest nasza wola?! Anioły nie mają wyboru. My MUSIMY robić to co on powie. Po to jesteśmy niby stworzeni. Skoro anioły nie mogą mieć wolnej woli, bo są uznawane za buntowników, to ja się pytam po co On nam ją dał?!-
Lucyfer złapał się za głowę jakby nie mógł słuchać własnych słów. Wściekły chodził w kółko i przeklinał coś pod nosem. Castiel wystraszył się tak chaotycznego, nerwowego zachowania nauczyciela. Jednak drżące, nieśmiałe słowa same cisnęły mu się na usta
- To o to chodzi Michałowi? Przez to zawsze się kłócicie?-
Upadły Anioł spojrzał na niego. Chciał warknąć "Nie Twoja sprawa!" i odejść, ale jakby mógł zostawić tego Młodego Anioła tu samego. Tym bardziej kiedy on nic złego nie zrobił. Patrzył na niego tymi błękitnymi oczyma. Widać było że się bał. Lucyfer opanował złość. Podszedł do Castiela i usiadł przy nim.
- Tak. Miedzy innymi przez to. Cały czas twierdzi że to nie wina Boga i ludzi. To ze mną jest coś nie tak. Michał uważa że jestem zły i dlatego nie dostrzegam "piękna tego świata". Heh...- ostatnie słowa wypowiedział z wyjątkową pogardą. Chcąc jakoś wesprzeć Upadłego Anioła, Castiel położył swoją dłoń na jego kolanie.
- Na pewno nie jesteś zły. Jesteś Aniołem. Niezrozumianym, przez co nerwowym, ale nadal Aniołem.-
- Taaa... budzę postrach nawet swoim tonem głosu-
- No może trochę tak, ale nasz Pan też czasami budzi w nas strach i trwogę. Mimo teo jesteśmy przekonani że jest dobry i sprawiedliwy. Jego wola i słowo muszą być słuszne. Jestem pewiem że chce dla nas wszystkich jak najlepiej.
- Skoro tak to dlaczego pozwala mi tak cierpieć? Dlaczego odsuną mnie od Swej Łaski, nieba, braci? Przecież nie byłem nieposłuszny, tylko wyrażałem własne zdanie.- Lucyfer spojrzał na Castiela. W jego oczach malował się ból, smutek i żal.
- Tego nie wiem Lucyferze. Może to jest konieczne. Może żyjąc między ludźmi lepiej ich poznasz i ...-
- I znienawidzę ich jeszcze bardziej- przerwał mu gwałtownym wybuchem złości- Przez ten cały czas, jak tu jestem, widzę tylko morderstwa, gwałty, kradzieże, rozboje, nienawiść, gniew, kłamstwa. Mam już dość! Nie wiesz jak ciężko tu utrzymać własne życie! Codziennie jestem atakowany przez zło, codziennie walczę na śmierć i życie. Teraz daję sobie radę, ale nie wiem na jak długo. I nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc...-
- A bracia?-
Upadły Anioł opuścił głowę
- Na pomoc Gabriela zawszę mogę liczyć. Przynajmniej tak twierdzi. Ale on nie jest wojownikiem. Jego talenty mi się dużo nie przydadzą. Poza tym nie chciałbym go narażać. Tam gdzie teraz jest, jest bardziej potrzebny niż tutaj.-
- A Michał? On jest wojownikiem-
- Przecież on potrafi się ze mną tylko kłócić. Dla niego jestem zły, a złu się nie pomaga-
- A ja?- zapytał nieśmiało, półgłosem Castiel. Lucyfer spojrzał na niego rozbawiony
- Ty mały? W czym Ty chcesz mi pomóc? Nie umiesz nawet trzymać miecza, a co tu mówić o walce. Zginąłbyś już w pierwszej dobie na ziemi.-
- Więc muszę się tego nauczyć-
- Żeby się tego nauczyć trzeba tego chcieć. Naprawdę chcieć i się przykładać do nauki-
- Teraz chcę-
- Teraz?- Lucyfer wyraźnie zainteresował się zmianą decyzji młodego Anioła
- Tak. Chcę umieć walczyć, aby móc pomagać-
Powaga wypowiedzi Castiela zaimponowała Upadłemu Aniołowi. Przyglądał mu się uważnie. Już po kilku słowach potrafił rozgryźć osobę, jednak on był dla niego nadal zagadką. Pociągającą zagadką. Przykucnął do siedzącego nadal na ziemi Castiela. Wyciągnął dłoń w stronę jego twarzy i poprawił mu kilka kosmyków niesfornych włosów.
Młody Anioł nie mógł dokładnie zinterpretować wyrazu twarzy Lucyfera. Nie był już zły, nie było już smutku czy żalu. Wyglądał raczej jakby był... zachwycony. Cokolwiek by to nie było, na pewno było uczuciem pozytywnym, ponieważ się trochę uśmiechał. Jednak gdy wplótł dłoń całkowicie we włosy Castiela Odruchowo zamknął oczy i zatracił się w tym geście całkowicie. Sposób w jaki Lucyfer dotykał jego włosów był dla młodego Anioła niezwykłym przeżyciem. Delikatnym, poruszającym, pobudzającym wszystkie nerwy i zmysły. Te doznania zapłonęły nowym ogniem, gdy Upadły Anioł pogłaskał go wierzchnią stroną dłoni po policzku. Jego oddech stał się szybszy, głębszy, nieregularny. Castiel zapomniał całkowicie gdzie jest i po co tu przybył. Dopiero słowa Lucyfera wyrwały go z zamysłu.
- Castielu zaraz przybędzie po Ciebie Gabriel-
Castiel wziął głęboki wdech, jakby przez chwilę zapomniał również o oddychaniu.
- Tak szybko?-
- Niestety tak-
- Rozumiem. Więc kiedy się znowu spotkamy?-
Lucyfer uśmiechnął się kącikiem ust, jakby tylko czekał na to pytanie.
- Możesz się ze mną spotykać kiedy chcesz. Nie tylko gdy Cię Gabriel przyprowadzi. Ze mną będziesz bezpieczny-
- Nie wiem czy tak mogę-
- To zależy od Ciebie-
- Ale jak Cię znajdę?-
- To ja znajdę Ciebie. Gdziekolwiek będziesz i wypowiesz moje imię kilka razy, znajdę Cię-
- Dobrze. Będę pamiętał-
- Uważałem że jesteś podobny do Gabriela - mówił Lucyfer podnosząc się - Myliłem się.Masz o wiele większy potencjał niż mój braciszek - odwrócił się w stronę Castiela i podał mu rękę, aby wstał. Castiel bez wahania ją chwycił. Lucyfer pociągną go w górę niezwykle mocno. Zrobił to specjalnie? Akurat to nie było teraz najważniejsze. Efekt jaki to przyniosło przyśpieszyło bicie serca młodego Anioła. Lucyfer przyciągnął go do siebie i obiema rękoma mocno objął w pasie. Castiel ostrożnie trzymał ręce na jego klatce piersiowej. Upadły Anioł znów patrzył na niego tym głodnym wzrokiem, ale teraz bał się go mniej niż wcześniej. Patrzyli sobie w oczy z gorącą intensywnością.
- Podobasz mi się Castielu. Jesteś bardzo tajemniczy i trudno mi Cię rozgryźć. Masz w sobie również to coś...-
- Talent?- zapytał spokojnie młody Anioł
- Zapewne... Ale jest jeszcze coś. Nie potrafię tego dokładnie nazwać ani określić-
- Rozumiem-
W jednej chwili Twarz Lucyfera przybrała groźny wyraz. Złapał Castiela oburącz za koszulkę i krzyknął
- I zapamiętaj sobie że jeśli się nie przyłożysz do nauki to możesz tu więcej nie wracać!-
Castiel nie rozumiał nagłej zmiany Upadłego Anioła, póki nie zobaczył kątem oka postaci Gabriela. Lucyfer dość mocno odepchnął od siebie Castiela i podszedł do brata.
- Ten mały jest tak samo beznadziejny jak Ty! Albo nabierze chęci do nauki, ale radź sobie sam!- warknął mu prosto w twarz
- Nie wszyscy jesteśmy tacy waleczni jak Ty, bracie.- uśmiechnął się Gabriel
- Ta jasne. Ale nie przekonasz mnie wazeliniarstwem - stwierdził ironicznie Lucyfer i poszedł w stronę Castiela. Zatrzymał się przy nim, kładąc mu rękę na ramieniu. Szepnął mu do ucha
- Niech nasze rozmowy i to co tu zaszło zostanie między nami, ok?-
- Dobrze Lucyferze - odparł Castiel. Widział jeszcze gorący, intensywny wzrok i przelotny uśmiech na twarzy Upadłego Anioła, nim ten odszedł.
- Kiedy znowu mam go przyprowadzić?- krzyknął za nim Gabriel. Lucyfer nie zatrzymał się, aby mu odpowiedzieć.
- Kiedy chcesz. Wiesz jak mnie znaleźć- po tych słowach zniknął między drzewami.
Gabriel podszedł do oszołomionego cała sytuacją Castiela.
- Widzę że było ostro- stwierdził
- Dlaczego tak twierdzisz?- zapytał zakłopotanie Castiel
- Widzę to po Tobie. Jesteś cały czerwony, ciężko oddychasz, serce bije Ci jak szalone. Nawet stojąc tam słyszałem jego bicie i Twój strach. Nic Ci nie zrobił poważnego?-
- Nie, nic mi nie jest. Dał mi wiele do zrozumienia-
- Tak? Na przykład co?-
- Że... - Castiel zastanawiał się przez chwilę. Wspominał słowa Lucyfera o "złych ludziach", jego upadłości, samotności. Ale również gorący dotyk jego dłoni, siłę jego uścisku i "to coś" co się mu w Castielu podoba.
- Co on Ci mówił?- dopytywał Gabriel
Castiel uśmiechnął się delikatnie
- Że broń to nie zabawka czy bukiet kwiatów -
Gabriel roześmiał się
- No tak. To typowe dla niego. Dobra na nas już czas. Wracamy do nieba -
Castiel spojrzał w głębię lasu i westchnął. Gabriel czuł że coś jest nie tak.
- Nie martw się o Lucyfera - poklepał go po ramieniu - Poradzi sobie-
- Czy on też będzie mógł kiedyś wrócić z nami?- zapytał smutno młody Anioł
- Mam taką nadzieję braciszku. Mam taką nadzieję-
Gabriel położył dłonie na ramionach Castiela i zniknęli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz