Gabriel siedział czytając długą listę nowo stworzonych aniołów. Z tego co słyszał to są ostatni stworzeni aniołowie na jakiś długi okres czasu. Miał nadzieję że to tylko przejściowe. Fakt że z nowymi aniołami jest dużo pracy zanim zaczną sami funkcjonować. Jednak każdy dobrze wyszkolony Anioł to kolejny powód do dumy. Anioły są potrzebne światu w jak największych ilościach.
- Witaj Gabrielu. Ilu mamy nowych?-
- Witaj bracie. 1500 nowych uczniów. Niewiele jak na możliwości naszego Pana-
- Racja. Kiedyś przybywało ich znacznie więcej. Skoro taka jest wola Boża to musi być ona słuszna-
- Dokładnie tak jak mówisz Michale. Przynajmniej my będziemy mieli mniej roboty i więcej wolnego czasu.-
- Tak. Więcej czasu na gorliwą modlitwę i wychwalanie mądrości i sprawiedliwości Pana-
- No... na przykład-
- Nie powiedziałeś tego z entuzjazmem i przekonaniem bracie. Więc co byś robił w "wolnym" czasie?-
Gabriel nie odpowiedział na to pytanie. W jego głowie zabrzmiała cicha przerażona prośba o pomoc "Gabrielu, bracie. Pomóż nam... Piekielne Ogary i demon... Pośpiesz się proszę"
Archanioł natychmiast wstał, odrzucił listę na bok i chwycił nerwowo Michała za ramię.
- Gabrielu co się dzieje?!-
-Nie mam czasu tłumaczyć! Musimy się pośpieszyć!-
Oboje zniknęli.
* * *
- Pomódlcie się aniołki. Może Bóg ześle anielskie zastępy, by ratować swojego Upadłego Anioła i jego małoletniego chłopaka- śmiał się Crowley. Piekielne ogary były już na tyle blisko aby rzucić im się do gardeł. Nagle zaczęły się cofać, jakby trzymane na niewidzialnych smyczach. Skamlały i warczały.
- Co jest kurwa? Atakować ich!-
Chwilę później polana rozjaśniła się silnym jasnym światłem.
- Michał- szepnął Castiel wpatrując się w światłość
Gabriel złapał Lucyfera i Castiela za ramiona i przeteleportował na bezpieczną odległość, z dala od Crowleya i jego ogarów. Na szczęście nie doszło do walki. Demon nie miał szans z dwoma potężnymi Archaniołami . Piekielne potwory zniknęły wraz ze swoim panem w obłokach dymu pozostawiając po sobie ostry zapach siarki. Lucyfer usłyszał stłumiony głos demona "Jeszcze się zobaczymy".
- Castielu- Gabriel przytulił młodego anioła - Jak dobrze że nic Ci się nie stało-
- Przepraszam bracie - Castiel dał upust swoim emocjom przez łzy - To się działo tak szybko. Nie wiedziałem co mam robić i...-
- TY!!- krzyknął Michał wskazując mieczem Lucyfera - To wszystko Twoja wina!-
- Jak zwykle... - burknął pod nosem Upadły Anioł i opuścił miecz
- Jesteś zły! I przyciągasz do siebie jeszcze więcej zła! Po raz kolejny widzę Cię z Crowley'em!-
-Widocznie mnie lubi. -
-Nie drwij ze mnie!-
-Bo co braciszku? -
Michał podszedł do Lucyfera że stali twarzą w twarz. Gabriel z przytulonym do siebie Castielem stali kilka kroków od nich.
-Czego on od Ciebie znowu chciał?!-
-Nudzi mu się i przychodzi mnie straszyć-
-Przestań błaźnić! Czego on od Ciebie chce?!-
-A czego może chcieć Władca Piekła od zwykłego Upadłego Anioła?!-
Zapadła chwilowa cisza.
- On chce mnie. Żywego lub martwego. -
- Z tego co widziałem skłania się do tej drugiej opcji-
- Wiem takie rzeczy o których Ci się nie śniło nawet w najgorszych snach-
- To może się tym z nami podzielisz?-
-Mają sposoby, aby ożywić ciało anioła z całą jego mocą. Później skłaniają takiego anioła na przyjęcie demona. Jak nie zgodzi się dobrowolnie zmuszają go torturami. Łączą moce aniołów z mocami demonów. Crowley mi trochę o tym opowiadał, abym się bardziej go bał. Chce pierwsze testy przeprowadzić na mnie.-
- Nic by Ci nie groziło gdybyś wyzbył się zła w sobie i błagał naszego Pana gorliwą modlitwą o przebaczenie.-
- I co kurwa jeszcze?! Powtarzam Ci kolejny raz: NIE JESTEM ZŁY!! To On powinien przepraszać mnie i Was wszystkich że zrobił z nas niewolników. Sługusów skaczących przy Nim i Jego ludziach jak tresowane pudle!-
-Pudle?- zapytał szeptem Castiel Gabriela
-Później Ci wytłumaczę-
-Właśnie że jesteś zły! Tak jak reszta zła na tym świecie nie uznajesz wyższości Boga!-
-No i co z tego?!-
-Wyzbądź się zła bracie! Bóg jest miłosierny i odpuszcza grzechy. Tobie na pewno by wybaczył. Tylko musisz chcieć!-
-Myślisz że nie chciałem?! Że nie chcę?! Ale on mnie zostawił! Nie słucha już moich próśb i modlitw! Zostawił mnie i Wy też chcecie mnie zostawić!-
-Widocznie na to zasłużyłeś swoim nieposłuszeństwem i złem w sercu!-
-On nie jest zły!- powiedział głośno Castiel, odsuwając się od Gabriela
-Bracie nie wtrącaj się między nich. Zostań ze mną-
-Z Tobą Castielu porozmawiam w Niebie. Zostań z Gabrielem-
Castiel mimo tego podszedł skruszony do Michała.
-Michale wysłuchaj mnie. Lucyfer nie jest zły. Bronił mnie przed tym demonem samym sobą. Był gotów walczyć z nimi wszystkimi żeby tylko mi się nic nie stało. Może ma inne podejście do wiary niż my i mieszka na ziemi, ale to nadal Anioł, a anioły nie mogą być złe-
Archanioł udawał że nie słyszy młodego Anioła i wpatrywał się w oczy Lucyfera.
-Znam go o wiele dłużej niż Ty Castielu. Nie będziesz mnie pouczał-
-Ja na pewno nie znam go tak długo jak Ty, ale znam go na tyle aby mu zaufać i przynajmniej starać się go zrozumieć. Może Ty Michale też powinieneś postarać się go zrozumieć?-
-Castielu przestań. To na nic. On jest zbyt uparty. Nie zrozumie nawet tego co mówisz. Wszystko musi być takie jak ON chce- stwierdził spokojnie Lucyfer. Castiel odwrócił się twarzą do Lucyfera.
- Ale Lucyferze taka jest prawda. Ja to czuję - spojrzał mu głęboko w oczy - Nie uwierzę w to że jesteś zły. Nie jesteś zły... tylko trochę nerwowy-
-ON CAŁY CZAS TAK MÓWI!- krzyknął Michał. Złapał Castiela za przedramię i przyciągnął do siebie patrząc mu w oczy. Lucyfer ruszył się nerwowo i uniósł miecz z ziemi.
-Omamił Cię już swoją udawaną dobrocią. Masz zakaz opuszczania nieba i spotykania się z NIM! Teraz będziesz pod MOIM nadzorem-
-Zostaw go do cholery! Wcale go nie omamiłem! On jest na tyle inteligentny że nie mierzy wszystkich jedną miarą!-
-Gabrielu zabierz go!- pchnął Castiela w objęcia brata - Pilnuj go zanim nie wrócę. Z Tobą też będę musiał poważnie porozmawiać-
Gabriel opuścił głowę i objął młodego Anioła.
-Wiem bracie. Wracamy Castielu-
-Ale...-
-Shhhh żadnych ale. Wracamy-
Młody Anioł spojrzał przez ramię na Lucyfera. Martwił się o niego. Po Lucyferze też było widać że jest zmartwiony. Nie chciał, aby tak to wszystko się potoczyło. Kiwnął do Castiela delikatnie głową aby pokazać że wszystko jest ok, że może bez obaw wrócić do Nieba. Spokojny uśmiech i smutne oczy to ostatnie co widział Castiel zanim teleportował się z bratem.
Lucyfer spojrzał z powrotem na brata. Źle mu z oczu patrzyło.
-A my musimy sobie jeszcze coś wyjaśnić. Sam na sam.- rzekł ponuro Michał
niedziela, 28 kwietnia 2013
Część 5. Spotkanie
Lucyfer błąkał się po mieście.
"Pieprzony mały aniołek! Dlaczego na mnie tak działa? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć?" Upadły Anioł tylko o tym myślał. Wiedział że musi być skupiony i nasłuchiwać otoczenia. Zło czai się wszędzie, a tym bardziej nocami. Usiadł na ławce, przy latarni, oparł łokcie o kolana i ukrył twarz a dłoniach. Usłyszał w swojej głowie niepewny szept "Lucyferze... Mam nadzieję że mnie słyszysz... Przyszedłem się z Tobą spotkać". Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Natychmiast zniknął.
* * *
Castiel siedział na łące, tam gdzie spotkał się z Lucyferem na lekcji. Był trochę przerażony panującą wokoło ciemnością, ale również podekscytowany pierwszym samotnym pobytem na ziemi i kolejnym spotkaniem z Upadłym Aniołem.Czy Lucyfer przyjdzie na wezwanie jego imienia?
- Spróbuję jeszcze raz. Lucyferze...-
- Słucham?- usłyszał za sobą głęboki męski głos. Zląkł się, ale od razu poznał groźny ton wypowiedzi. Jego serce zabiło szybciej, gdy się odwrócił. Oczy Lucyfera były o wiele bardziej niebieskie w minimalnym nocnym świetle gwiazd. Uśmiech jednak był taki sam. Delikatny i smutny. Upadły anioł podszedł bliżej niego. Jego uśmiech nie był wcale taki smutny jak mu się wydawało. Wręcz przeciwnie. Był ciepły i szczęśliwy. O wiele bardziej pasował. Lucyfer stał nad Castielem i patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę, w milczeniu, z uśmiechami na twarzach.
- Witaj Lucyferze. Cieszę się że znów mogę Cię widzieć.- szepnął nieśmiało młody Anioł
- Witaj Castielu. Długo każesz na siebie czekać-
- Nie mogłem zejść na ziemię bez pozwolenia-
- Wiem mały. Mogę się przysiąść?-
- Oczywiście-
Upadły Anioł usiadł na przeciwko niego. Wpatrywali się sobie w oczy. Żaden z nich nie wiedział od czego zacząć. W pewnej chwili Lucyfer wziął głęboki wdech i zapytał
- Więc po co tu wróciłeś o tej porze Castielu?-
Castiel wzruszył ramionami.
- Nie jestem do końca pewien. Czułem że muszę się z Tobą spotkać. Bardzo dużo myślałem o tym co mówiłeś-
- Tak? Czyli o czym?-
- Myślałem o tym... co mówiłeś o ludziach... i złu...-
- Nie mówisz mi całej prawdy Castielu. Nie ładnie jest kłamać - Lucyfer pogroził mu palcem - Mnie nie oszukasz. Mam dar wyczuwania kłamstwa. Musisz być szczery-
Castiel się zmieszał. Było mu bardzo przykro.
- Wybacz Lucyferze. Nie chciałem. Po prostu... nie wiem jak mam to rozumieć.-
- Co rozumieć? Masz jakieś problemy?-
- Tak naprawdę myślałem o Tobie. Tylko o Tobie. Powiedziałeś że mam w sobie to coś, co się Tobie we mnie podoba. Chciałbym się dowiedzieć o tym więcej.-
Upadły Anioł uśmiechnął się szeroko. Chwycił swoimi dłońmi dłonie Castiela. Nie odzywał się jednak ani słowem.
- Wiesz już czym jest to coś co we mnie lubisz?- zapytał Castiel
- Niestety nie wiem, ale również dużo o Tobie myślałem. Za dużo. To niebezpieczne.-
- Myślenie o mnie jest niebezpieczne?-
- Nie, źle to określiłem. To jest niebezpieczne dla mnie i mojego bezpieczeństwa. Nie mogę przestać o Tobie mały myśleć. Cały dniami zastanawiałem się gdzie teraz jesteś, co robisz... i dlaczego tak dziwnie... tak gwałtownie reaguje moje całe ciało... i rozszarpana dusza.-
Młody Anioł wpatrywał się w Lucyfera jak w obrazek święty.
- Ja mały muszę być ostrożny, czujny. Muszę nasłuchiwać i być w każdej chwili gotowy do uniku lub ataku. Zło nigdy nie śpi. Nie mogę się zamyślać.-
Castiel opuścił wzrok gdy Lucyfer przestał mówić.
- Rozumiem. To faktycznie może być niebezpieczne.-
Upadły Anioł ujął jedną ręką twarz młodego Anioła i uniósł ją tak by znów mógł patrzeć w jego błękitne oczy.
- Chyba wiem czym jest to wyjątkowe coś w Tobie.-
- Naprawdę?-
- To cały Ty mały. Wszystko jest w Tobie wyjątkowe. Poczułem to gdy tylko na Ciebie spojrzałem. Tylko nadal nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak bardzo mi się podobasz-
- Ja...- Castiel nie był pewien co ma powiedzieć. Szczera wypowiedź Lucyfera sprawiła że ciepło spłynęło na jego policzki.
- Ja również...- niestety nie było mu dane dokończyć zdania. Upadły Anioł położył mu palec na ustach. Wydawał się bardzo zdenerwowany. Rozglądał się dookoła i nasłuchiwał.
- Nie możesz tu dłużej zostać Castielu. Uciekaj- warknął Lucyfer. Wstał z ziemi i pociągnął za sobą młodego Anioła. Nie wiedząc co się dzieje Castiel spoglądał na niego pytająco
- Ale dlaczego? Dopiero zaczęliśmy rozmowę. Ja muszę...-
- Musisz uciekać. Na tym kończymy naszą rozmowę.-
Upadły Anioł był bardzo poważny i zrobił się nerwowy. W jego prawej dłoni pojawił się potężny złoto-srebrny miecz.
- Lucyferze co się dzieje?-
- Zamknij się! - warknął na niego - Wyczuwam zagrożenie. Wielkie zagrożenie. Dla własnego dobra spieprzaj stąd mały!-
Castiel stał przerażony. Wpatrywał się ze zmartwieniem w Lucyfera.
- Nie mogę Cię zostawić-
Upadłego Anioła puściły nerwy. Złapał go jedną ręką za koszulkę i znacznie potrząsnął.
- Czy Ty uważasz że to jakaś telenowela?! Jak mówię Ci że masz spierdalać to się nie martwisz, nie zastanawiasz i nie gadasz wzruszających tekstów tylko SPIERDALASZ!!-
- Ale...-
- Nie ma żadnych "ale"! Wracaj do nieba, bo narażasz i siebie i mnie!!-
Słowa ugrzęzły im w gardłach gdy usłyszeli niedaleko nich szczekanie, wycie i warczenie.
- Już nasz wyczuły. Castielu, dla naszego dobra, znikaj stąd zanim nie jest za późno-
Castiel nie słyszał już co mówi do niego Lucyfer. Stał jak wryty z szeroko otwartymi oczyma. Patrzył się przez jego ramię. Lucyfer powoli się obejrzał.
- Witaj Lucyferze. Znowu się widzimy. Widzę że dziś nie jesteś sam- nieznajomy spojrzał na Castiela stojącego przy Lucyferze - Bardzo dobrze. Będzie więcej zabawy.-
Upadły Anioł zasłonił sobą przerażonego Castiela.
- Zostaw go. To jeszcze dzieciak. Przyszedłeś po mnie.-
- Cóż za odwaga. Bohater. To ktoś z Twojej byłej rodziny? Jeszcze chcą Cię znać?-
- A Ty otaczasz się psami, bo...-
- Bo co?- przerwał mu nieznajomy. Psy podeszły bliżej nich warcząc i tocząc wściekle pianę z pysków. Castiel chciał coś zrobić, lecz nie był w stanie. Kilkanaście par oczu, wpatrzone w niego, czekają tylko na jeden jego fałszywy ruch.
- Nic-
- No walnij jakąś ciętą ripostą. Z chęcią usłyszę jakiś dobry żart-
- Chyba jedyne co Cię rozbawi to jak te Twoje pupilki rozrywają nas na strzępy-
- Tak! To na pewno będzie zabawne- nieznajomy podniósł rękę chcąc dać psom sygnał do ataku
- Nie Crowley! oszczędź tego małego. On nic Ci nie zaszkodził. Nie zasłużył na śmierć.-
Castiel już słyszał to imię. Crowley... demon! Młody Anioł zrobił jeden powolny krok w stronę Lucyfera. Chciał być jak najbliżej niego. Spotkał się nawet z odpowiedzią z jego strony. Lucyfer powoli wyciągnął wolną rękę za siebie, objął Castiela w pasie i przyciągnął jak najbliżej swoich pleców. Nie puścił go. Trzymał go mocno jakby chciał mu przez to pokazać że go nie zostawi. Castiel położył dłonie na jego barkach i oparł się o niego czołem.W głowie miał mętlik. Chciał przepraszać Lucyfera za nieposłuszeństwo, że naraził ich na niebezpieczeństwo. Strach był niestety silniejszy. Crowley przyglądał się tej scenie z rozbawieniem.
- Lucyferze czyżbyś czuł miętę do tego młodego anioła?-
- To mój brat i nie pozwolę Ci go skrzywdzić-
- Mi?! Ja do tego ręki nie przyłożę! Ale moje ogary za chwilę stracą cierpliwość i mogę stracić nad nimi kontrolę- powiedział sarkastycznie Crowley. Psy zaczęły powoli podchodzić do Aniołów. Lucyfer zacisnął obie ręce na rękojeści miecza. Castiel szeptał słowa modlitwy.
"Pieprzony mały aniołek! Dlaczego na mnie tak działa? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć?" Upadły Anioł tylko o tym myślał. Wiedział że musi być skupiony i nasłuchiwać otoczenia. Zło czai się wszędzie, a tym bardziej nocami. Usiadł na ławce, przy latarni, oparł łokcie o kolana i ukrył twarz a dłoniach. Usłyszał w swojej głowie niepewny szept "Lucyferze... Mam nadzieję że mnie słyszysz... Przyszedłem się z Tobą spotkać". Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Natychmiast zniknął.
* * *
Castiel siedział na łące, tam gdzie spotkał się z Lucyferem na lekcji. Był trochę przerażony panującą wokoło ciemnością, ale również podekscytowany pierwszym samotnym pobytem na ziemi i kolejnym spotkaniem z Upadłym Aniołem.Czy Lucyfer przyjdzie na wezwanie jego imienia?
- Spróbuję jeszcze raz. Lucyferze...-
- Słucham?- usłyszał za sobą głęboki męski głos. Zląkł się, ale od razu poznał groźny ton wypowiedzi. Jego serce zabiło szybciej, gdy się odwrócił. Oczy Lucyfera były o wiele bardziej niebieskie w minimalnym nocnym świetle gwiazd. Uśmiech jednak był taki sam. Delikatny i smutny. Upadły anioł podszedł bliżej niego. Jego uśmiech nie był wcale taki smutny jak mu się wydawało. Wręcz przeciwnie. Był ciepły i szczęśliwy. O wiele bardziej pasował. Lucyfer stał nad Castielem i patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę, w milczeniu, z uśmiechami na twarzach.
- Witaj Lucyferze. Cieszę się że znów mogę Cię widzieć.- szepnął nieśmiało młody Anioł
- Witaj Castielu. Długo każesz na siebie czekać-
- Nie mogłem zejść na ziemię bez pozwolenia-
- Wiem mały. Mogę się przysiąść?-
- Oczywiście-
Upadły Anioł usiadł na przeciwko niego. Wpatrywali się sobie w oczy. Żaden z nich nie wiedział od czego zacząć. W pewnej chwili Lucyfer wziął głęboki wdech i zapytał
- Więc po co tu wróciłeś o tej porze Castielu?-
Castiel wzruszył ramionami.
- Nie jestem do końca pewien. Czułem że muszę się z Tobą spotkać. Bardzo dużo myślałem o tym co mówiłeś-
- Tak? Czyli o czym?-
- Myślałem o tym... co mówiłeś o ludziach... i złu...-
- Nie mówisz mi całej prawdy Castielu. Nie ładnie jest kłamać - Lucyfer pogroził mu palcem - Mnie nie oszukasz. Mam dar wyczuwania kłamstwa. Musisz być szczery-
Castiel się zmieszał. Było mu bardzo przykro.
- Wybacz Lucyferze. Nie chciałem. Po prostu... nie wiem jak mam to rozumieć.-
- Co rozumieć? Masz jakieś problemy?-
- Tak naprawdę myślałem o Tobie. Tylko o Tobie. Powiedziałeś że mam w sobie to coś, co się Tobie we mnie podoba. Chciałbym się dowiedzieć o tym więcej.-
Upadły Anioł uśmiechnął się szeroko. Chwycił swoimi dłońmi dłonie Castiela. Nie odzywał się jednak ani słowem.
- Wiesz już czym jest to coś co we mnie lubisz?- zapytał Castiel
- Niestety nie wiem, ale również dużo o Tobie myślałem. Za dużo. To niebezpieczne.-
- Myślenie o mnie jest niebezpieczne?-
- Nie, źle to określiłem. To jest niebezpieczne dla mnie i mojego bezpieczeństwa. Nie mogę przestać o Tobie mały myśleć. Cały dniami zastanawiałem się gdzie teraz jesteś, co robisz... i dlaczego tak dziwnie... tak gwałtownie reaguje moje całe ciało... i rozszarpana dusza.-
Młody Anioł wpatrywał się w Lucyfera jak w obrazek święty.
- Ja mały muszę być ostrożny, czujny. Muszę nasłuchiwać i być w każdej chwili gotowy do uniku lub ataku. Zło nigdy nie śpi. Nie mogę się zamyślać.-
Castiel opuścił wzrok gdy Lucyfer przestał mówić.
- Rozumiem. To faktycznie może być niebezpieczne.-
Upadły Anioł ujął jedną ręką twarz młodego Anioła i uniósł ją tak by znów mógł patrzeć w jego błękitne oczy.
- Chyba wiem czym jest to wyjątkowe coś w Tobie.-
- Naprawdę?-
- To cały Ty mały. Wszystko jest w Tobie wyjątkowe. Poczułem to gdy tylko na Ciebie spojrzałem. Tylko nadal nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak bardzo mi się podobasz-
- Ja...- Castiel nie był pewien co ma powiedzieć. Szczera wypowiedź Lucyfera sprawiła że ciepło spłynęło na jego policzki.
- Ja również...- niestety nie było mu dane dokończyć zdania. Upadły Anioł położył mu palec na ustach. Wydawał się bardzo zdenerwowany. Rozglądał się dookoła i nasłuchiwał.
- Nie możesz tu dłużej zostać Castielu. Uciekaj- warknął Lucyfer. Wstał z ziemi i pociągnął za sobą młodego Anioła. Nie wiedząc co się dzieje Castiel spoglądał na niego pytająco
- Ale dlaczego? Dopiero zaczęliśmy rozmowę. Ja muszę...-
- Musisz uciekać. Na tym kończymy naszą rozmowę.-
Upadły Anioł był bardzo poważny i zrobił się nerwowy. W jego prawej dłoni pojawił się potężny złoto-srebrny miecz.
- Lucyferze co się dzieje?-
- Zamknij się! - warknął na niego - Wyczuwam zagrożenie. Wielkie zagrożenie. Dla własnego dobra spieprzaj stąd mały!-
Castiel stał przerażony. Wpatrywał się ze zmartwieniem w Lucyfera.
- Nie mogę Cię zostawić-
Upadłego Anioła puściły nerwy. Złapał go jedną ręką za koszulkę i znacznie potrząsnął.
- Czy Ty uważasz że to jakaś telenowela?! Jak mówię Ci że masz spierdalać to się nie martwisz, nie zastanawiasz i nie gadasz wzruszających tekstów tylko SPIERDALASZ!!-
- Ale...-
- Nie ma żadnych "ale"! Wracaj do nieba, bo narażasz i siebie i mnie!!-
Słowa ugrzęzły im w gardłach gdy usłyszeli niedaleko nich szczekanie, wycie i warczenie.
- Już nasz wyczuły. Castielu, dla naszego dobra, znikaj stąd zanim nie jest za późno-
Castiel nie słyszał już co mówi do niego Lucyfer. Stał jak wryty z szeroko otwartymi oczyma. Patrzył się przez jego ramię. Lucyfer powoli się obejrzał.
- Witaj Lucyferze. Znowu się widzimy. Widzę że dziś nie jesteś sam- nieznajomy spojrzał na Castiela stojącego przy Lucyferze - Bardzo dobrze. Będzie więcej zabawy.-
Upadły Anioł zasłonił sobą przerażonego Castiela.
- Zostaw go. To jeszcze dzieciak. Przyszedłeś po mnie.-
- Cóż za odwaga. Bohater. To ktoś z Twojej byłej rodziny? Jeszcze chcą Cię znać?-
- A Ty otaczasz się psami, bo...-
- Bo co?- przerwał mu nieznajomy. Psy podeszły bliżej nich warcząc i tocząc wściekle pianę z pysków. Castiel chciał coś zrobić, lecz nie był w stanie. Kilkanaście par oczu, wpatrzone w niego, czekają tylko na jeden jego fałszywy ruch.
- Nic-
- No walnij jakąś ciętą ripostą. Z chęcią usłyszę jakiś dobry żart-
- Chyba jedyne co Cię rozbawi to jak te Twoje pupilki rozrywają nas na strzępy-
- Tak! To na pewno będzie zabawne- nieznajomy podniósł rękę chcąc dać psom sygnał do ataku
- Nie Crowley! oszczędź tego małego. On nic Ci nie zaszkodził. Nie zasłużył na śmierć.-
Castiel już słyszał to imię. Crowley... demon! Młody Anioł zrobił jeden powolny krok w stronę Lucyfera. Chciał być jak najbliżej niego. Spotkał się nawet z odpowiedzią z jego strony. Lucyfer powoli wyciągnął wolną rękę za siebie, objął Castiela w pasie i przyciągnął jak najbliżej swoich pleców. Nie puścił go. Trzymał go mocno jakby chciał mu przez to pokazać że go nie zostawi. Castiel położył dłonie na jego barkach i oparł się o niego czołem.W głowie miał mętlik. Chciał przepraszać Lucyfera za nieposłuszeństwo, że naraził ich na niebezpieczeństwo. Strach był niestety silniejszy. Crowley przyglądał się tej scenie z rozbawieniem.
- Lucyferze czyżbyś czuł miętę do tego młodego anioła?-
- To mój brat i nie pozwolę Ci go skrzywdzić-
- Mi?! Ja do tego ręki nie przyłożę! Ale moje ogary za chwilę stracą cierpliwość i mogę stracić nad nimi kontrolę- powiedział sarkastycznie Crowley. Psy zaczęły powoli podchodzić do Aniołów. Lucyfer zacisnął obie ręce na rękojeści miecza. Castiel szeptał słowa modlitwy.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Część 4. Trudny wybór
Castiel czuł się nieswojo. Cały czas myślał o Lucyferze. Przede wszystkim o kolorze jego oczu, jego uśmiechu i przeszywającym, gorącym dotyku. Młody Anioł nie mógł się na niczym skupić. Udało mu się nie myśleć o Upadłym Aniele jedynie podczas modlitwy i spowiedzi. Gabriel widział dziwne zachowanie przyjaciela. Starał się czegoś dowiedzieć, ale Castiel był zamknięty. Niby w jaki sposób Castiel miałby mu wytłumaczyć fakt że całymi dniami i nocami myśli o jego upadłym bracie? Jednak Gabriel się nie poddaje i znowu podejmuje rozmowę.
- Witaj Castielu. Co tam u Ciebie? Jak Ci idzie nauka?-
- Witaj Gabrielu. Dobrze.-
- Co się z Tobą dzieje?-
- Nic. Jestem taki sam jak zawsze-
- Na pewno nie. Zawsze byłeś pomocny, uczyłeś się, byłeś cały czas czymś zajęty. A teraz? Coraz częściej widuję Cię zamyślonego, zmartwionego. Wczoraj nawet opuściłeś lekcję w niebiańskim chórze. Nie jesteś taki "jak zwykle". Może wreszcie mi powiesz o co chodzi? Co Ci dolega? -
- Przepraszam... ale nie mogę o tym rozmawiać -
- Braciszku, nie mogę patrzeć jak błąkasz się bez celu, zatroskany i smutny. Przecież mi możesz powiedzieć wszystko. Czy ktoś Ci coś zrobił?-
- Niestety Gabrielu, nie mogę. Obiecałem-
- Nie ukrywaj czegoś co może być złe. Nie musisz mi opowiadać szczegółów. Powiedz przynajmniej jak mogę Ci pomóc-
Castiel myślał chwilę
- Pozwól mi zejść na ziemię. Samemu-
Archanioł spojrzał na niego z niedowierzaniem
- Sam? Na ziemię? W jakim celu?-
- To szczegół, którego nie chcę wyjawiać-
- Szczegół? To istne samobójstwo. Nie przeszedłeś odpowiedniego szkolenia-
- Wiem. Mimo tego chcę iść-
- Jesteś tego pewien? Całkowicie pewien? -
- Tak.-
- To istne szaleństwo! Jednak skoro jesteś pewien...-
- Gabrielu to jest jedyny sposób w jaki możesz mi pomóc-
- Dobrze. To Twoja wola. Masz moje pozwolenie na opuszczenie nieba. Sam.-
Castiel rozchmurzył się
- Dziękuję Gabrielu. Jesteś prawdziwym przyjacielem-
Gabriel odwzajemnił mu uśmiech, ale nie był pewien czy dobrze postępuje.
- Nie mów tak. Prawdziwy przyjaciel stawiałby bezpieczeństwo drugiego na pierwszym miejscu. Więc powinienem kazać Ci zostać. Szanuję jednak Twój wybór i ufam Ci. Wierzę że nie zrobisz niczego głupiego i nie narazisz się na niebezpieczeństwo. Dlatego pozwalam Ci iść- archanioł podszedł do młodszego brata i objął go mocno
- Jesteś taki młody, a podejmujesz takie odważne decyzje. Przeraża mnie to. Tylko pamiętaj, jestem Twoim bratem i gdybyś był jednak w niebezpieczeństwie natychmiast mnie wezwij. Rozumiesz? Natychmiast! Nie chciałbym przybyć za późno. Nigdy nie wybaczę sobie jeśli coś Ci się stanie-
Castiel zawahał się nad swoją decyzją. Coś musi być na rzeczy jeśli Gabriel tak nerwowo reaguje. Jednak Lucyfer zapewniał go że z nim nic mu nie grozi.
- Rozumiem bracie. Jestem pewien że będę bezpieczny-
Gabriel spojrzał mu w oczy
- Tego nigdy nie możesz być pewien. Ziemia jest nieprzewidywalna. Nie tylko anioły i ludzie na niej przebywają. Uważaj na siebie Castielu.-
Archanioł objął jeszcze raz brata, po czym odszedł. Castiel czuł że jego brat się niepokoi. Nie chciał, aby poszedł, jednak mu na to pozwolił. Było mu przykro że przez niego Gabriel będzie teraz się o niego martwił. Ale jedynie w ten sposób jego brat mógł mu pomóc. Castiel opuścił głowę i zniknął.
- Witaj Castielu. Co tam u Ciebie? Jak Ci idzie nauka?-
- Witaj Gabrielu. Dobrze.-
- Co się z Tobą dzieje?-
- Nic. Jestem taki sam jak zawsze-
- Na pewno nie. Zawsze byłeś pomocny, uczyłeś się, byłeś cały czas czymś zajęty. A teraz? Coraz częściej widuję Cię zamyślonego, zmartwionego. Wczoraj nawet opuściłeś lekcję w niebiańskim chórze. Nie jesteś taki "jak zwykle". Może wreszcie mi powiesz o co chodzi? Co Ci dolega? -
- Przepraszam... ale nie mogę o tym rozmawiać -
- Braciszku, nie mogę patrzeć jak błąkasz się bez celu, zatroskany i smutny. Przecież mi możesz powiedzieć wszystko. Czy ktoś Ci coś zrobił?-
- Niestety Gabrielu, nie mogę. Obiecałem-
- Nie ukrywaj czegoś co może być złe. Nie musisz mi opowiadać szczegółów. Powiedz przynajmniej jak mogę Ci pomóc-
Castiel myślał chwilę
- Pozwól mi zejść na ziemię. Samemu-
Archanioł spojrzał na niego z niedowierzaniem
- Sam? Na ziemię? W jakim celu?-
- To szczegół, którego nie chcę wyjawiać-
- Szczegół? To istne samobójstwo. Nie przeszedłeś odpowiedniego szkolenia-
- Wiem. Mimo tego chcę iść-
- Jesteś tego pewien? Całkowicie pewien? -
- Tak.-
- To istne szaleństwo! Jednak skoro jesteś pewien...-
- Gabrielu to jest jedyny sposób w jaki możesz mi pomóc-
- Dobrze. To Twoja wola. Masz moje pozwolenie na opuszczenie nieba. Sam.-
Castiel rozchmurzył się
- Dziękuję Gabrielu. Jesteś prawdziwym przyjacielem-
Gabriel odwzajemnił mu uśmiech, ale nie był pewien czy dobrze postępuje.
- Nie mów tak. Prawdziwy przyjaciel stawiałby bezpieczeństwo drugiego na pierwszym miejscu. Więc powinienem kazać Ci zostać. Szanuję jednak Twój wybór i ufam Ci. Wierzę że nie zrobisz niczego głupiego i nie narazisz się na niebezpieczeństwo. Dlatego pozwalam Ci iść- archanioł podszedł do młodszego brata i objął go mocno
- Jesteś taki młody, a podejmujesz takie odważne decyzje. Przeraża mnie to. Tylko pamiętaj, jestem Twoim bratem i gdybyś był jednak w niebezpieczeństwie natychmiast mnie wezwij. Rozumiesz? Natychmiast! Nie chciałbym przybyć za późno. Nigdy nie wybaczę sobie jeśli coś Ci się stanie-
Castiel zawahał się nad swoją decyzją. Coś musi być na rzeczy jeśli Gabriel tak nerwowo reaguje. Jednak Lucyfer zapewniał go że z nim nic mu nie grozi.
- Rozumiem bracie. Jestem pewien że będę bezpieczny-
Gabriel spojrzał mu w oczy
- Tego nigdy nie możesz być pewien. Ziemia jest nieprzewidywalna. Nie tylko anioły i ludzie na niej przebywają. Uważaj na siebie Castielu.-
Archanioł objął jeszcze raz brata, po czym odszedł. Castiel czuł że jego brat się niepokoi. Nie chciał, aby poszedł, jednak mu na to pozwolił. Było mu przykro że przez niego Gabriel będzie teraz się o niego martwił. Ale jedynie w ten sposób jego brat mógł mu pomóc. Castiel opuścił głowę i zniknął.
Część 3. Lekcja
- Castiel, cholera jasna, to nie zabawka, czy bukiet kwiatów! Miecz musisz trzymać mocno, bo Ci z rąk wypadnie!-
Lucyfer co chwile krzyczał, choć starał się być opanowany.
Po poważnej, w miarę spokojnej rozmowie Castiel pozwolił się nauczać, gdy Lucyfer zapewnił go że: "Nie jem surowego mięsa, nie zabijam dziewic na ołtarzach, nie podpalam kościołów... Jestem takim samym aniołem jak Ty i Gabriel tylko z tą różnicą że nie doznaję Łaski Bożej i nie mogę wrócić do nieba. Fakt, jestem może trochę nerwowy, ale to nie powód, aby się mnie tak panicznie bać. Strach zostawiam dla wrogów." Jednak cały czas obserwował go, nie w celu wiedzy, a ze zwykłej ostrożności.
- Zobacz jak ja to robię. Widzisz? Mocno i pewnie. Przede wszystkim pewnie. To nie bukiet kwiatów że mogą trząść Ci się ręce. To śmiercionośna broń! Musisz być całkowicie pewien tego co z nią robisz!-
Castiel opuścił wzrok i głowę. Usiadł powoli na ziemi. Miecz wbił w ziemię.
- Co teraz? O co chodzi??- Lucyfer podszedł do młodego anioła.
- Chodzi o to co powiedziałeś. Ja... nie jestem pewien... ja nie chcę zabijać. Nawet nie chcę tego TYLKO umieć-
Upadły anioł uśmiechnął się nieznacznie. Przykucnął przy nim, złapał Castiela delikatnie za podbródek i zwrócił jego twarz tak, aby patrzyli cobie w oczy. Jego dotyk, silny i stanowczy, sprawił Castielowi dużą przyjemność i nie pozwolił stawiać oporu. Lucyfer miał oczy koloru błękitno - zielonego. Były one zimne, zamglone i... smutne.
- Jesteś taki sam jak Gabriel. On też się na początku bał. Powiem Ci to, co kiedyś mówiłem jemu. Ludzie otrzymali od Boga dar wolnej woli, tak samo jak anioły. My jesteśmy bardzo odporni na zło, a ludzie już nie. Oni rodzą się w pewien sposób grzeszni. Jeśli chcesz przebywać z nimi, być Stróżem któregoś z nich, musisz być silny i wytrzymały. Nie tylko psychicznie, również fizycznie.Walczyć MUSISZ potrafić jeśli chcesz być samowystarczalnym aniołem. Bez różnicy jakiego zadania się podejmiesz. Aniołowie Stróżowie, Dostarczyciele, Uzdrowiciele. Wszyscy potrafią walczyć, tylko nie zawsze muszą. Sztuka walki to, wbrew tego co Ci się wydaje, nie wymysł zła, a dar od Boga. Może nigdy nie będziesz musiał pierwszy zaatakować, ale przynajmniej staraj się nauczyć jak się bronić. Zgadzasz się?-
- Czy to co mówisz... o ludziach... czy to ma znaczyć że są niebezpieczni?-
Lucyfer wziął głęboki wdech i przechylił głowę na bok.
- A wiesz dlaczego jestem tutaj, a nie tam w niebie?-
- Bo jesteś buntownikiem. Tak mówił Michał.-
- Michał widocznie Ci nie powiedział całej prawdy. Jestem tu przez to że Bóg stawia tych beznadziejnych ludzi na równi z nami aniołami. Może i są stworzeni na obraz Boga, ale to my z Nim przebywamy, wychwalamy cały czas Jego imię, karmimy się wyłącznie Jego Łaską, robimy wszystko jak On powie, a dodatkowo jeszcze zajmujemy się tymi ludźmi. Więc powiedz mi w czym oni mogą być lepsi on nas? Dlaczego nasz Pan poświęca im tyle czasu?-
-Bo taka jest Jego wola...-
- Oj daj spokój! - warknął Upadły Anioł. Puścił Castiela i odszedł nerwowo - Ciągle to samo! Wola Pana... Słowo Boskie... Mam tego dość! A gdzie jest nasza wola?! Anioły nie mają wyboru. My MUSIMY robić to co on powie. Po to jesteśmy niby stworzeni. Skoro anioły nie mogą mieć wolnej woli, bo są uznawane za buntowników, to ja się pytam po co On nam ją dał?!-
Lucyfer złapał się za głowę jakby nie mógł słuchać własnych słów. Wściekły chodził w kółko i przeklinał coś pod nosem. Castiel wystraszył się tak chaotycznego, nerwowego zachowania nauczyciela. Jednak drżące, nieśmiałe słowa same cisnęły mu się na usta
- To o to chodzi Michałowi? Przez to zawsze się kłócicie?-
Upadły Anioł spojrzał na niego. Chciał warknąć "Nie Twoja sprawa!" i odejść, ale jakby mógł zostawić tego Młodego Anioła tu samego. Tym bardziej kiedy on nic złego nie zrobił. Patrzył na niego tymi błękitnymi oczyma. Widać było że się bał. Lucyfer opanował złość. Podszedł do Castiela i usiadł przy nim.
- Tak. Miedzy innymi przez to. Cały czas twierdzi że to nie wina Boga i ludzi. To ze mną jest coś nie tak. Michał uważa że jestem zły i dlatego nie dostrzegam "piękna tego świata". Heh...- ostatnie słowa wypowiedział z wyjątkową pogardą. Chcąc jakoś wesprzeć Upadłego Anioła, Castiel położył swoją dłoń na jego kolanie.
- Na pewno nie jesteś zły. Jesteś Aniołem. Niezrozumianym, przez co nerwowym, ale nadal Aniołem.-
- Taaa... budzę postrach nawet swoim tonem głosu-
- No może trochę tak, ale nasz Pan też czasami budzi w nas strach i trwogę. Mimo teo jesteśmy przekonani że jest dobry i sprawiedliwy. Jego wola i słowo muszą być słuszne. Jestem pewiem że chce dla nas wszystkich jak najlepiej.
- Skoro tak to dlaczego pozwala mi tak cierpieć? Dlaczego odsuną mnie od Swej Łaski, nieba, braci? Przecież nie byłem nieposłuszny, tylko wyrażałem własne zdanie.- Lucyfer spojrzał na Castiela. W jego oczach malował się ból, smutek i żal.
- Tego nie wiem Lucyferze. Może to jest konieczne. Może żyjąc między ludźmi lepiej ich poznasz i ...-
- I znienawidzę ich jeszcze bardziej- przerwał mu gwałtownym wybuchem złości- Przez ten cały czas, jak tu jestem, widzę tylko morderstwa, gwałty, kradzieże, rozboje, nienawiść, gniew, kłamstwa. Mam już dość! Nie wiesz jak ciężko tu utrzymać własne życie! Codziennie jestem atakowany przez zło, codziennie walczę na śmierć i życie. Teraz daję sobie radę, ale nie wiem na jak długo. I nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc...-
- A bracia?-
Upadły Anioł opuścił głowę
- Na pomoc Gabriela zawszę mogę liczyć. Przynajmniej tak twierdzi. Ale on nie jest wojownikiem. Jego talenty mi się dużo nie przydadzą. Poza tym nie chciałbym go narażać. Tam gdzie teraz jest, jest bardziej potrzebny niż tutaj.-
- A Michał? On jest wojownikiem-
- Przecież on potrafi się ze mną tylko kłócić. Dla niego jestem zły, a złu się nie pomaga-
- A ja?- zapytał nieśmiało, półgłosem Castiel. Lucyfer spojrzał na niego rozbawiony
- Ty mały? W czym Ty chcesz mi pomóc? Nie umiesz nawet trzymać miecza, a co tu mówić o walce. Zginąłbyś już w pierwszej dobie na ziemi.-
- Więc muszę się tego nauczyć-
- Żeby się tego nauczyć trzeba tego chcieć. Naprawdę chcieć i się przykładać do nauki-
- Teraz chcę-
- Teraz?- Lucyfer wyraźnie zainteresował się zmianą decyzji młodego Anioła
- Tak. Chcę umieć walczyć, aby móc pomagać-
Powaga wypowiedzi Castiela zaimponowała Upadłemu Aniołowi. Przyglądał mu się uważnie. Już po kilku słowach potrafił rozgryźć osobę, jednak on był dla niego nadal zagadką. Pociągającą zagadką. Przykucnął do siedzącego nadal na ziemi Castiela. Wyciągnął dłoń w stronę jego twarzy i poprawił mu kilka kosmyków niesfornych włosów.
Młody Anioł nie mógł dokładnie zinterpretować wyrazu twarzy Lucyfera. Nie był już zły, nie było już smutku czy żalu. Wyglądał raczej jakby był... zachwycony. Cokolwiek by to nie było, na pewno było uczuciem pozytywnym, ponieważ się trochę uśmiechał. Jednak gdy wplótł dłoń całkowicie we włosy Castiela Odruchowo zamknął oczy i zatracił się w tym geście całkowicie. Sposób w jaki Lucyfer dotykał jego włosów był dla młodego Anioła niezwykłym przeżyciem. Delikatnym, poruszającym, pobudzającym wszystkie nerwy i zmysły. Te doznania zapłonęły nowym ogniem, gdy Upadły Anioł pogłaskał go wierzchnią stroną dłoni po policzku. Jego oddech stał się szybszy, głębszy, nieregularny. Castiel zapomniał całkowicie gdzie jest i po co tu przybył. Dopiero słowa Lucyfera wyrwały go z zamysłu.
- Castielu zaraz przybędzie po Ciebie Gabriel-
Castiel wziął głęboki wdech, jakby przez chwilę zapomniał również o oddychaniu.
- Tak szybko?-
- Niestety tak-
- Rozumiem. Więc kiedy się znowu spotkamy?-
Lucyfer uśmiechnął się kącikiem ust, jakby tylko czekał na to pytanie.
- Możesz się ze mną spotykać kiedy chcesz. Nie tylko gdy Cię Gabriel przyprowadzi. Ze mną będziesz bezpieczny-
- Nie wiem czy tak mogę-
- To zależy od Ciebie-
- Ale jak Cię znajdę?-
- To ja znajdę Ciebie. Gdziekolwiek będziesz i wypowiesz moje imię kilka razy, znajdę Cię-
- Dobrze. Będę pamiętał-
- Uważałem że jesteś podobny do Gabriela - mówił Lucyfer podnosząc się - Myliłem się.Masz o wiele większy potencjał niż mój braciszek - odwrócił się w stronę Castiela i podał mu rękę, aby wstał. Castiel bez wahania ją chwycił. Lucyfer pociągną go w górę niezwykle mocno. Zrobił to specjalnie? Akurat to nie było teraz najważniejsze. Efekt jaki to przyniosło przyśpieszyło bicie serca młodego Anioła. Lucyfer przyciągnął go do siebie i obiema rękoma mocno objął w pasie. Castiel ostrożnie trzymał ręce na jego klatce piersiowej. Upadły Anioł znów patrzył na niego tym głodnym wzrokiem, ale teraz bał się go mniej niż wcześniej. Patrzyli sobie w oczy z gorącą intensywnością.
- Podobasz mi się Castielu. Jesteś bardzo tajemniczy i trudno mi Cię rozgryźć. Masz w sobie również to coś...-
- Talent?- zapytał spokojnie młody Anioł
- Zapewne... Ale jest jeszcze coś. Nie potrafię tego dokładnie nazwać ani określić-
- Rozumiem-
W jednej chwili Twarz Lucyfera przybrała groźny wyraz. Złapał Castiela oburącz za koszulkę i krzyknął
- I zapamiętaj sobie że jeśli się nie przyłożysz do nauki to możesz tu więcej nie wracać!-
Castiel nie rozumiał nagłej zmiany Upadłego Anioła, póki nie zobaczył kątem oka postaci Gabriela. Lucyfer dość mocno odepchnął od siebie Castiela i podszedł do brata.
- Ten mały jest tak samo beznadziejny jak Ty! Albo nabierze chęci do nauki, ale radź sobie sam!- warknął mu prosto w twarz
- Nie wszyscy jesteśmy tacy waleczni jak Ty, bracie.- uśmiechnął się Gabriel
- Ta jasne. Ale nie przekonasz mnie wazeliniarstwem - stwierdził ironicznie Lucyfer i poszedł w stronę Castiela. Zatrzymał się przy nim, kładąc mu rękę na ramieniu. Szepnął mu do ucha
- Niech nasze rozmowy i to co tu zaszło zostanie między nami, ok?-
- Dobrze Lucyferze - odparł Castiel. Widział jeszcze gorący, intensywny wzrok i przelotny uśmiech na twarzy Upadłego Anioła, nim ten odszedł.
- Kiedy znowu mam go przyprowadzić?- krzyknął za nim Gabriel. Lucyfer nie zatrzymał się, aby mu odpowiedzieć.
- Kiedy chcesz. Wiesz jak mnie znaleźć- po tych słowach zniknął między drzewami.
Gabriel podszedł do oszołomionego cała sytuacją Castiela.
- Widzę że było ostro- stwierdził
- Dlaczego tak twierdzisz?- zapytał zakłopotanie Castiel
- Widzę to po Tobie. Jesteś cały czerwony, ciężko oddychasz, serce bije Ci jak szalone. Nawet stojąc tam słyszałem jego bicie i Twój strach. Nic Ci nie zrobił poważnego?-
- Nie, nic mi nie jest. Dał mi wiele do zrozumienia-
- Tak? Na przykład co?-
- Że... - Castiel zastanawiał się przez chwilę. Wspominał słowa Lucyfera o "złych ludziach", jego upadłości, samotności. Ale również gorący dotyk jego dłoni, siłę jego uścisku i "to coś" co się mu w Castielu podoba.
- Co on Ci mówił?- dopytywał Gabriel
Castiel uśmiechnął się delikatnie
- Że broń to nie zabawka czy bukiet kwiatów -
Gabriel roześmiał się
- No tak. To typowe dla niego. Dobra na nas już czas. Wracamy do nieba -
Castiel spojrzał w głębię lasu i westchnął. Gabriel czuł że coś jest nie tak.
- Nie martw się o Lucyfera - poklepał go po ramieniu - Poradzi sobie-
- Czy on też będzie mógł kiedyś wrócić z nami?- zapytał smutno młody Anioł
- Mam taką nadzieję braciszku. Mam taką nadzieję-
Gabriel położył dłonie na ramionach Castiela i zniknęli.
Lucyfer co chwile krzyczał, choć starał się być opanowany.
Po poważnej, w miarę spokojnej rozmowie Castiel pozwolił się nauczać, gdy Lucyfer zapewnił go że: "Nie jem surowego mięsa, nie zabijam dziewic na ołtarzach, nie podpalam kościołów... Jestem takim samym aniołem jak Ty i Gabriel tylko z tą różnicą że nie doznaję Łaski Bożej i nie mogę wrócić do nieba. Fakt, jestem może trochę nerwowy, ale to nie powód, aby się mnie tak panicznie bać. Strach zostawiam dla wrogów." Jednak cały czas obserwował go, nie w celu wiedzy, a ze zwykłej ostrożności.
- Zobacz jak ja to robię. Widzisz? Mocno i pewnie. Przede wszystkim pewnie. To nie bukiet kwiatów że mogą trząść Ci się ręce. To śmiercionośna broń! Musisz być całkowicie pewien tego co z nią robisz!-
Castiel opuścił wzrok i głowę. Usiadł powoli na ziemi. Miecz wbił w ziemię.
- Co teraz? O co chodzi??- Lucyfer podszedł do młodego anioła.
- Chodzi o to co powiedziałeś. Ja... nie jestem pewien... ja nie chcę zabijać. Nawet nie chcę tego TYLKO umieć-
Upadły anioł uśmiechnął się nieznacznie. Przykucnął przy nim, złapał Castiela delikatnie za podbródek i zwrócił jego twarz tak, aby patrzyli cobie w oczy. Jego dotyk, silny i stanowczy, sprawił Castielowi dużą przyjemność i nie pozwolił stawiać oporu. Lucyfer miał oczy koloru błękitno - zielonego. Były one zimne, zamglone i... smutne.
- Jesteś taki sam jak Gabriel. On też się na początku bał. Powiem Ci to, co kiedyś mówiłem jemu. Ludzie otrzymali od Boga dar wolnej woli, tak samo jak anioły. My jesteśmy bardzo odporni na zło, a ludzie już nie. Oni rodzą się w pewien sposób grzeszni. Jeśli chcesz przebywać z nimi, być Stróżem któregoś z nich, musisz być silny i wytrzymały. Nie tylko psychicznie, również fizycznie.Walczyć MUSISZ potrafić jeśli chcesz być samowystarczalnym aniołem. Bez różnicy jakiego zadania się podejmiesz. Aniołowie Stróżowie, Dostarczyciele, Uzdrowiciele. Wszyscy potrafią walczyć, tylko nie zawsze muszą. Sztuka walki to, wbrew tego co Ci się wydaje, nie wymysł zła, a dar od Boga. Może nigdy nie będziesz musiał pierwszy zaatakować, ale przynajmniej staraj się nauczyć jak się bronić. Zgadzasz się?-
- Czy to co mówisz... o ludziach... czy to ma znaczyć że są niebezpieczni?-
Lucyfer wziął głęboki wdech i przechylił głowę na bok.
- A wiesz dlaczego jestem tutaj, a nie tam w niebie?-
- Bo jesteś buntownikiem. Tak mówił Michał.-
- Michał widocznie Ci nie powiedział całej prawdy. Jestem tu przez to że Bóg stawia tych beznadziejnych ludzi na równi z nami aniołami. Może i są stworzeni na obraz Boga, ale to my z Nim przebywamy, wychwalamy cały czas Jego imię, karmimy się wyłącznie Jego Łaską, robimy wszystko jak On powie, a dodatkowo jeszcze zajmujemy się tymi ludźmi. Więc powiedz mi w czym oni mogą być lepsi on nas? Dlaczego nasz Pan poświęca im tyle czasu?-
-Bo taka jest Jego wola...-
- Oj daj spokój! - warknął Upadły Anioł. Puścił Castiela i odszedł nerwowo - Ciągle to samo! Wola Pana... Słowo Boskie... Mam tego dość! A gdzie jest nasza wola?! Anioły nie mają wyboru. My MUSIMY robić to co on powie. Po to jesteśmy niby stworzeni. Skoro anioły nie mogą mieć wolnej woli, bo są uznawane za buntowników, to ja się pytam po co On nam ją dał?!-
Lucyfer złapał się za głowę jakby nie mógł słuchać własnych słów. Wściekły chodził w kółko i przeklinał coś pod nosem. Castiel wystraszył się tak chaotycznego, nerwowego zachowania nauczyciela. Jednak drżące, nieśmiałe słowa same cisnęły mu się na usta
- To o to chodzi Michałowi? Przez to zawsze się kłócicie?-
Upadły Anioł spojrzał na niego. Chciał warknąć "Nie Twoja sprawa!" i odejść, ale jakby mógł zostawić tego Młodego Anioła tu samego. Tym bardziej kiedy on nic złego nie zrobił. Patrzył na niego tymi błękitnymi oczyma. Widać było że się bał. Lucyfer opanował złość. Podszedł do Castiela i usiadł przy nim.
- Tak. Miedzy innymi przez to. Cały czas twierdzi że to nie wina Boga i ludzi. To ze mną jest coś nie tak. Michał uważa że jestem zły i dlatego nie dostrzegam "piękna tego świata". Heh...- ostatnie słowa wypowiedział z wyjątkową pogardą. Chcąc jakoś wesprzeć Upadłego Anioła, Castiel położył swoją dłoń na jego kolanie.
- Na pewno nie jesteś zły. Jesteś Aniołem. Niezrozumianym, przez co nerwowym, ale nadal Aniołem.-
- Taaa... budzę postrach nawet swoim tonem głosu-
- No może trochę tak, ale nasz Pan też czasami budzi w nas strach i trwogę. Mimo teo jesteśmy przekonani że jest dobry i sprawiedliwy. Jego wola i słowo muszą być słuszne. Jestem pewiem że chce dla nas wszystkich jak najlepiej.
- Skoro tak to dlaczego pozwala mi tak cierpieć? Dlaczego odsuną mnie od Swej Łaski, nieba, braci? Przecież nie byłem nieposłuszny, tylko wyrażałem własne zdanie.- Lucyfer spojrzał na Castiela. W jego oczach malował się ból, smutek i żal.
- Tego nie wiem Lucyferze. Może to jest konieczne. Może żyjąc między ludźmi lepiej ich poznasz i ...-
- I znienawidzę ich jeszcze bardziej- przerwał mu gwałtownym wybuchem złości- Przez ten cały czas, jak tu jestem, widzę tylko morderstwa, gwałty, kradzieże, rozboje, nienawiść, gniew, kłamstwa. Mam już dość! Nie wiesz jak ciężko tu utrzymać własne życie! Codziennie jestem atakowany przez zło, codziennie walczę na śmierć i życie. Teraz daję sobie radę, ale nie wiem na jak długo. I nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc...-
- A bracia?-
Upadły Anioł opuścił głowę
- Na pomoc Gabriela zawszę mogę liczyć. Przynajmniej tak twierdzi. Ale on nie jest wojownikiem. Jego talenty mi się dużo nie przydadzą. Poza tym nie chciałbym go narażać. Tam gdzie teraz jest, jest bardziej potrzebny niż tutaj.-
- A Michał? On jest wojownikiem-
- Przecież on potrafi się ze mną tylko kłócić. Dla niego jestem zły, a złu się nie pomaga-
- A ja?- zapytał nieśmiało, półgłosem Castiel. Lucyfer spojrzał na niego rozbawiony
- Ty mały? W czym Ty chcesz mi pomóc? Nie umiesz nawet trzymać miecza, a co tu mówić o walce. Zginąłbyś już w pierwszej dobie na ziemi.-
- Więc muszę się tego nauczyć-
- Żeby się tego nauczyć trzeba tego chcieć. Naprawdę chcieć i się przykładać do nauki-
- Teraz chcę-
- Teraz?- Lucyfer wyraźnie zainteresował się zmianą decyzji młodego Anioła
- Tak. Chcę umieć walczyć, aby móc pomagać-
Powaga wypowiedzi Castiela zaimponowała Upadłemu Aniołowi. Przyglądał mu się uważnie. Już po kilku słowach potrafił rozgryźć osobę, jednak on był dla niego nadal zagadką. Pociągającą zagadką. Przykucnął do siedzącego nadal na ziemi Castiela. Wyciągnął dłoń w stronę jego twarzy i poprawił mu kilka kosmyków niesfornych włosów.
Młody Anioł nie mógł dokładnie zinterpretować wyrazu twarzy Lucyfera. Nie był już zły, nie było już smutku czy żalu. Wyglądał raczej jakby był... zachwycony. Cokolwiek by to nie było, na pewno było uczuciem pozytywnym, ponieważ się trochę uśmiechał. Jednak gdy wplótł dłoń całkowicie we włosy Castiela Odruchowo zamknął oczy i zatracił się w tym geście całkowicie. Sposób w jaki Lucyfer dotykał jego włosów był dla młodego Anioła niezwykłym przeżyciem. Delikatnym, poruszającym, pobudzającym wszystkie nerwy i zmysły. Te doznania zapłonęły nowym ogniem, gdy Upadły Anioł pogłaskał go wierzchnią stroną dłoni po policzku. Jego oddech stał się szybszy, głębszy, nieregularny. Castiel zapomniał całkowicie gdzie jest i po co tu przybył. Dopiero słowa Lucyfera wyrwały go z zamysłu.
- Castielu zaraz przybędzie po Ciebie Gabriel-
Castiel wziął głęboki wdech, jakby przez chwilę zapomniał również o oddychaniu.
- Tak szybko?-
- Niestety tak-
- Rozumiem. Więc kiedy się znowu spotkamy?-
Lucyfer uśmiechnął się kącikiem ust, jakby tylko czekał na to pytanie.
- Możesz się ze mną spotykać kiedy chcesz. Nie tylko gdy Cię Gabriel przyprowadzi. Ze mną będziesz bezpieczny-
- Nie wiem czy tak mogę-
- To zależy od Ciebie-
- Ale jak Cię znajdę?-
- To ja znajdę Ciebie. Gdziekolwiek będziesz i wypowiesz moje imię kilka razy, znajdę Cię-
- Dobrze. Będę pamiętał-
- Uważałem że jesteś podobny do Gabriela - mówił Lucyfer podnosząc się - Myliłem się.Masz o wiele większy potencjał niż mój braciszek - odwrócił się w stronę Castiela i podał mu rękę, aby wstał. Castiel bez wahania ją chwycił. Lucyfer pociągną go w górę niezwykle mocno. Zrobił to specjalnie? Akurat to nie było teraz najważniejsze. Efekt jaki to przyniosło przyśpieszyło bicie serca młodego Anioła. Lucyfer przyciągnął go do siebie i obiema rękoma mocno objął w pasie. Castiel ostrożnie trzymał ręce na jego klatce piersiowej. Upadły Anioł znów patrzył na niego tym głodnym wzrokiem, ale teraz bał się go mniej niż wcześniej. Patrzyli sobie w oczy z gorącą intensywnością.
- Podobasz mi się Castielu. Jesteś bardzo tajemniczy i trudno mi Cię rozgryźć. Masz w sobie również to coś...-
- Talent?- zapytał spokojnie młody Anioł
- Zapewne... Ale jest jeszcze coś. Nie potrafię tego dokładnie nazwać ani określić-
- Rozumiem-
W jednej chwili Twarz Lucyfera przybrała groźny wyraz. Złapał Castiela oburącz za koszulkę i krzyknął
- I zapamiętaj sobie że jeśli się nie przyłożysz do nauki to możesz tu więcej nie wracać!-
Castiel nie rozumiał nagłej zmiany Upadłego Anioła, póki nie zobaczył kątem oka postaci Gabriela. Lucyfer dość mocno odepchnął od siebie Castiela i podszedł do brata.
- Ten mały jest tak samo beznadziejny jak Ty! Albo nabierze chęci do nauki, ale radź sobie sam!- warknął mu prosto w twarz
- Nie wszyscy jesteśmy tacy waleczni jak Ty, bracie.- uśmiechnął się Gabriel
- Ta jasne. Ale nie przekonasz mnie wazeliniarstwem - stwierdził ironicznie Lucyfer i poszedł w stronę Castiela. Zatrzymał się przy nim, kładąc mu rękę na ramieniu. Szepnął mu do ucha
- Niech nasze rozmowy i to co tu zaszło zostanie między nami, ok?-
- Dobrze Lucyferze - odparł Castiel. Widział jeszcze gorący, intensywny wzrok i przelotny uśmiech na twarzy Upadłego Anioła, nim ten odszedł.
- Kiedy znowu mam go przyprowadzić?- krzyknął za nim Gabriel. Lucyfer nie zatrzymał się, aby mu odpowiedzieć.
- Kiedy chcesz. Wiesz jak mnie znaleźć- po tych słowach zniknął między drzewami.
Gabriel podszedł do oszołomionego cała sytuacją Castiela.
- Widzę że było ostro- stwierdził
- Dlaczego tak twierdzisz?- zapytał zakłopotanie Castiel
- Widzę to po Tobie. Jesteś cały czerwony, ciężko oddychasz, serce bije Ci jak szalone. Nawet stojąc tam słyszałem jego bicie i Twój strach. Nic Ci nie zrobił poważnego?-
- Nie, nic mi nie jest. Dał mi wiele do zrozumienia-
- Tak? Na przykład co?-
- Że... - Castiel zastanawiał się przez chwilę. Wspominał słowa Lucyfera o "złych ludziach", jego upadłości, samotności. Ale również gorący dotyk jego dłoni, siłę jego uścisku i "to coś" co się mu w Castielu podoba.
- Co on Ci mówił?- dopytywał Gabriel
Castiel uśmiechnął się delikatnie
- Że broń to nie zabawka czy bukiet kwiatów -
Gabriel roześmiał się
- No tak. To typowe dla niego. Dobra na nas już czas. Wracamy do nieba -
Castiel spojrzał w głębię lasu i westchnął. Gabriel czuł że coś jest nie tak.
- Nie martw się o Lucyfera - poklepał go po ramieniu - Poradzi sobie-
- Czy on też będzie mógł kiedyś wrócić z nami?- zapytał smutno młody Anioł
- Mam taką nadzieję braciszku. Mam taką nadzieję-
Gabriel położył dłonie na ramionach Castiela i zniknęli.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Część 2. Nauczyciel
Pojawili się na łące otoczonej dookoła lasem.
- Gdzie my jesteśmy? Przyjemnie tutaj - stwierdził Castiel podziwiając naturę.
- W miejscu gdzie jestem pewien że nikt wam nie będzie przeszkadzał - odpowiedział Gabriel rozglądając się.
- Długo każecie na siebie czekać - rozległ się groźny, donośny, męski głos. Castiel gwałtownie odwrócił się w jego stronę i zbliżył się do Gabriela. Archanioł jednak nie wystraszył się. Odwrócił się pewnie i spokojnie i rzekł
- Witaj bracie. Castielu przedstawiam Ci Lucyfera.-
Castiel przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, a głodny wzrok i twarz bez wyrazu Lacyfera wcale mu w tym nie pomagało.
- Witaj Lucyferze- odpowiedział nieśmiało. Upadły anioł jednak wcale się nie odezwał. Przyglądał mu się jednak bardzo uważnie.
- On poprowadzi Twoje lekcje walki-
- On?? Dlaczego nie Ty?- w głosie Castiela słychać było przerażenie. Słyszał wiele strasznych opowieści co dzieje się z upadłymi aniołami. Teraz gdy miał do czynienia z jednym z nich odczuwał niepokój. Gabriel opuścił głowę i przeczesał dłonią długie blond włosy.
- Wybacz że Ci wcześniej nie powiedziałem, ale uważam że tak będzie lepiej. Mnie też Lucyfer uczył sztuki walki. Ja nauczyłem Cię już wielu innych, bardzo ważnych rzeczy-
- To dlaczego tego nie chcesz mnie nauczyć?-
- Bo nie potrafi. - wtrącił się Lucyfer - Jak miałby nauczyć kogokolwiek walczyć, skoro nie potrafi obronić samego siebie. Tyle godzin nauki, a Ty i tak wiesz lepiej...-
Gabriel spojrzał ostro na brata, który wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu.
- Potrafię walczyć i się bronić! - spojrzał znowu na Castiela - Tak samo jak Ty, jednak wolałbym tego nie robić i nikogo tego nie uczyć-
Castiel opuścił zawiedziony głowę. Lucyfer podszedł do niego i objął bo silnie ramieniem.
- Głowa do góry, mały. Zrobię z Ciebie istnego mordercę-
Ta wypowiedź bardzo poruszyła bujną wyobraźnię młodego anioła. Chciał się wyrwać, schować za Gabrielem i wrócić z nim do Nieba, lecz Upadły Anioł trzymał go mocno przy sobie co wzmagało strach w całym ciele Castiela.
- Nie strasz go! W ten sposób niczego go nie nauczysz!- Gabriel warknął na brata i trącił go dłonią w ramię. Lucyferowi bardzo się to nie spodobało.
- Zrób to jeszcze RAZ, młody, a wyrwę Ci obie ręce i wsadzę Ci je w... gardło!-
Castiel wziął tą groźbę bardzo do siebie i znów starał się wyrwać. Niestety znów bez rezultatów.
- Spokojnie Castielu. On tylko dużo szczeka, ale mało gryzie.- Uśmiechną się Gabriel - Ok, to ja zostawiam was samych...-
- Samych?? Zostawiasz mnie tutaj?!- w oczach młodego anioła widać było przerażenie. Archanioł uśmiechnął się troskliwie, podszedł do nich i powiedział półszeptem
- Poradzisz sobie- Cofnął się na krok, opuścił głowę i zniknął. Castiela opuściła reszta odwagi, która istniała przy Gabrielu, i strach przerodził się w panikę.
- Spokojnie mój mały, anielski braciszku. Ja się Tobą zajmę- Lucyfer powiedział to takim pewnym i pełnym grozy tonem że Castiel chciał uciekać, teleportować się do Nieba. Ale przecież nie mógł uciec z lekcji. Był przekonany że te lekcje będą najgorszymi z całej jego nauki.
- Gdzie my jesteśmy? Przyjemnie tutaj - stwierdził Castiel podziwiając naturę.
- W miejscu gdzie jestem pewien że nikt wam nie będzie przeszkadzał - odpowiedział Gabriel rozglądając się.
- Długo każecie na siebie czekać - rozległ się groźny, donośny, męski głos. Castiel gwałtownie odwrócił się w jego stronę i zbliżył się do Gabriela. Archanioł jednak nie wystraszył się. Odwrócił się pewnie i spokojnie i rzekł
- Witaj bracie. Castielu przedstawiam Ci Lucyfera.-
Castiel przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, a głodny wzrok i twarz bez wyrazu Lacyfera wcale mu w tym nie pomagało.
- Witaj Lucyferze- odpowiedział nieśmiało. Upadły anioł jednak wcale się nie odezwał. Przyglądał mu się jednak bardzo uważnie.
- On poprowadzi Twoje lekcje walki-
- On?? Dlaczego nie Ty?- w głosie Castiela słychać było przerażenie. Słyszał wiele strasznych opowieści co dzieje się z upadłymi aniołami. Teraz gdy miał do czynienia z jednym z nich odczuwał niepokój. Gabriel opuścił głowę i przeczesał dłonią długie blond włosy.
- Wybacz że Ci wcześniej nie powiedziałem, ale uważam że tak będzie lepiej. Mnie też Lucyfer uczył sztuki walki. Ja nauczyłem Cię już wielu innych, bardzo ważnych rzeczy-
- To dlaczego tego nie chcesz mnie nauczyć?-
- Bo nie potrafi. - wtrącił się Lucyfer - Jak miałby nauczyć kogokolwiek walczyć, skoro nie potrafi obronić samego siebie. Tyle godzin nauki, a Ty i tak wiesz lepiej...-
Gabriel spojrzał ostro na brata, który wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu.
- Potrafię walczyć i się bronić! - spojrzał znowu na Castiela - Tak samo jak Ty, jednak wolałbym tego nie robić i nikogo tego nie uczyć-
Castiel opuścił zawiedziony głowę. Lucyfer podszedł do niego i objął bo silnie ramieniem.
- Głowa do góry, mały. Zrobię z Ciebie istnego mordercę-
Ta wypowiedź bardzo poruszyła bujną wyobraźnię młodego anioła. Chciał się wyrwać, schować za Gabrielem i wrócić z nim do Nieba, lecz Upadły Anioł trzymał go mocno przy sobie co wzmagało strach w całym ciele Castiela.
- Nie strasz go! W ten sposób niczego go nie nauczysz!- Gabriel warknął na brata i trącił go dłonią w ramię. Lucyferowi bardzo się to nie spodobało.
- Zrób to jeszcze RAZ, młody, a wyrwę Ci obie ręce i wsadzę Ci je w... gardło!-
Castiel wziął tą groźbę bardzo do siebie i znów starał się wyrwać. Niestety znów bez rezultatów.
- Spokojnie Castielu. On tylko dużo szczeka, ale mało gryzie.- Uśmiechną się Gabriel - Ok, to ja zostawiam was samych...-
- Samych?? Zostawiasz mnie tutaj?!- w oczach młodego anioła widać było przerażenie. Archanioł uśmiechnął się troskliwie, podszedł do nich i powiedział półszeptem
- Poradzisz sobie- Cofnął się na krok, opuścił głowę i zniknął. Castiela opuściła reszta odwagi, która istniała przy Gabrielu, i strach przerodził się w panikę.
- Spokojnie mój mały, anielski braciszku. Ja się Tobą zajmę- Lucyfer powiedział to takim pewnym i pełnym grozy tonem że Castiel chciał uciekać, teleportować się do Nieba. Ale przecież nie mógł uciec z lekcji. Był przekonany że te lekcje będą najgorszymi z całej jego nauki.
Część 1. Początek
- No więc, Castielu, jesteś gotowy do dalszej nauki?- zapytał Gabriel młodego anioła.
- Oczywiście- odpowiedział z uśmiechem.
Castiel jest dorosłym, lecz nadal młodym i niedoświadczonym aniołem stworzonym przez Boga. Jego przyjacielem i nauczycielem jest Archanioł Gabriel, starszy anielski brat. Gabriel jest również najmłodszym z trójki pierwszych braci archaniołów stworzonych na początku świata.
Najstarszy brat, Lucyfer, odwrócił się od Boga, ale nie od swoich braci.Obiecał im że zawsze będzie o nich pamiętał.
Michał, drugi brat, stara się nawrócić starszego brata, lecz jego starania zawsze się kończą kłótnią z bratem. Gabriel również pragnie, aby Lucyfer wrócił do nieba, ale znał go o wiele lepiej niż Michał i wiedział że natręci bardzo go drażnili.
Castiel mimo iż nie był ich "rodzonym" bratem, był nazywany i traktowany przez nich jak młodszy braciszek.
- Więc teorię mamy już względnie za sobą. Czas na praktykę. Anioł Stróż nie tylko pomaga podopiecznemu i jest jego stawiennikiem u Pana, ale przede wszystkim chroni go ode złego. Nie tylko dusza ludzka jest narażona na zgubę. Są sytuacje gdy będziesz musiał osłonić podopiecznego samym sobą lub gdy dla jego bezpieczeństwa będziesz musiał stanąć do walki ze złem.-
- Ale ja nie chcę walczyć. Chcę pomagać.-
- Wiem Castielu, ja również. Jednak musisz umieć obronić siebie i swojego podopiecznego. Zawsze możesz wezwać innego anioła na pomoc, tylko że wtedy może być już za późno. - ton głosu Gabriela ukazywał całą powagę jego słów.
- Och... rozumiem. To konieczność. -
- Tak, wielka konieczność. W tym celu musimy się udać na ziemię-
- Na ziemię? A nie możemy kontynuować tutaj?- zdziwił się Castiel
- My możemy... ale on nie-
Post Powitalny
Witajcie zagubieni wędrowcy na moim blogu. Nie będzie tutaj długiej przemowy, opowiadania o sobie i tematyce moich opowieści. Zostawię tylko ostrzeżenie. Jeśli chcecie czytać moje opowieści, to robicie to na własną odpowiedzialność. Ich treść może zaskakiwać, obrzydzać, zachwycać. Będę szanować każdą opinię. Pamiętajcie jednak że to jest wolne tworzenie, bujna wyobraźnia połączona z różnymi motywami. Głównie będzie to związane z serialem "Supernatural" ("Nie z tego świata") plus moje własne postacie.
Tak więc zapraszam do czytania i komentowania, oraz proszę o wyrozumiałość dla mojej "wyjątkowej" twórczości.
Pozdrawiam Katarzyna vel "Borys".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
